* * *
Smacznie spałam, kiedy nagle obudził mnie przerażający i głośny klakson jakiegoś samochodu z zewątrz. Otwarłam ledwo oczy i spojrzałam na godzinę. Było coś koło 13. Przeciągnęłam się lekko i wstałam z łóżka, aby po chwili podejść do okna i zobaczyć co się tam dzieje. Wielki samochód pracujący dla tych od przeprowadzek zatrzymał się przed domem obok, a 4 umięśnionych facetów zaczeło wyciągać meble oraz kartony i zanosić je do środka.
-Ktoś się wprowadził, co.?-usłyszałam za placami słowa, które bardzo mnie wystraszyły. Same w sobie nie były straszne, ale chwila, w której zostały wypowiedziane się liczy. Byłam sama w pokoju, a tu nagle słyszę, że ktoś coś do mnie mówi..
-Tak, chyba tak.-powiedziałam patrząc na Lucasa. Teraz zdałam sobie sprawę z tego, że jest w samych bokserkach, więc szybko zasłoniłam oczy i odwróciłam się do niego plecami.-Weź człowieku zlituj się i uchroń mnie od ślepoty.!-zaczęłam krzyczeć, chociaż tak naprawdę to tylko się z nim droczyłam. Był bardzo przystojny i miał niezwykłe powodzenie u dziewczyn, ale żadnej nie chciał. Czasami zastanawiałam się z koleżankami czy czasami nie jest gejem, ale jakoś nie miałam odwagi nigdy go o to zapytać. Podszedł do mnie od tyłu i przytulił mnie przylegając do mnie całym ciałem, a ja zaczęłam się wyrywać ledwo powstrzymując się od śmiechu. W końcu mnie puścił, a ja ciągle próbując uciec po prostu zachwaiałam się i wylądowałam na łóżku. Zaczął się ze mnie śmiać, a ja spojrzałam na niego groźnie i wstałam podwijając rękawy do góry.
-Och..Jaka Ty groźna jesteś..Już się boję.-powiedział przykładając ręce do policzków. Chciał tym przekazać jak bardzo się boi. Zaczełam biec w jego stronę, aby mu przywalić, ale jakoś nie wyszło i po prostu mnie przytulił. Już miałam coś powiedzieć, kiedy on mnie wyprzedził.
-Kocham Cię młoda.-te słowa sprawiły, że jakoś tak poczułam takie ciepło i zamiast zacząć się wyrywać po prostu się wtuliłam w jego ramiona.
-Ja Ciebie też.-powiedziałam uśmiechajac się i chyba to wyczuł, bo również się uśmiechną. Spojrzałam na jego twarz i rzeczywiście, nie myliłam się.-Dobra, ale teraz to już mnie puść, bo muszę się ubrać i iść ogarnąć kto się wprowadza.
-Jasne.-kiwnął głową, a po chwili wyszedł z mojego pokoju. Ubrałam się i spięłam włosy w koński ogon. Zrobiłam lekki make up i zeszłam na dół.
-Ooo.. Doskonale, że jesteś. Upiekłam ciasto dla nowych sąsiadów. Zaniosłabyś im.?-zapytała moja mama. No tak..Mama i te jej zwyczaje..Westchnęłam i kiwnęłam głową po czym odebrałam pyszne ciasto z brzoskwiniami i wyszłam z domu. Już kilka kroków dalej stałam przed drzwiami nowych mieszkańców tego domu. Zapukałam, a już po chwili drzwi otwarła mi mloda kobieta z jasnymi włosami.
-Dzień dobry..-przywitałam się posyałając nowej sąsiadce promienny uśmiech.-Mieszkam tu obok. Moja mama ma zwyczaj witania ciastem nowych mieszkańców naszych okolic..-zaśmiałam się razem z kobietą.
-Proszę, wejdź do środka. -uśmiechnęła się do mnie, a ja miałam wrażenie, że kiedyś ją już widziałam. Zrobiłam to co powiedziała.-Mogłabyś położyć ciasto w kuchni.?-zapytała uprzejmie.
-Oczywiście.-powiedziałam i tak też zrobiłam. Kiedy już miałam wyjść z kuchni wpadłam na kogoś. Chyba była to dziewczyna. Niewiele widziałam, bo trzymała kilka kartonów.
-Emm.. hej. Pomogę Ci.-powiedziałam i wzięłam te pudełka, aby położyć je na blacie. Odwróciłam się przodem do niej i .. zamarłam..
-AAAAAAA!!!-zaczełyśmy piszczeć, a już chwile potem wpadłyśmy sobie w ramiona.
-Pamela.!-piszczałam wniebowzięta.
>Pamela<
No i już jesteśmy w dowym domku..Pakowanie prawie skończone, ale tata prosił mnie, żebym postawiła jeszcze kilka kartonów w kuchni na szafce. Wzięłam je i zaczęłam się kierować w stronę wejścia do tego pomieszczenia, kiedy nagle wpadłam na kogoś. Niestety nie widziałam kto to był i już chciałam coś powiedzieć, kiedy nagle ta osoba mnie wyprzedziła. Wzięła ode mnie kartony, a ja nie wierzyłam, że to naprawdę ona. Kiedy odwóciła się w moją stronę nie miałam już ani cienia wątpliwości. Zaczęłyśmy piszczeć i przytulać się.
-Pamela.!-powiedziała głośno, a ja myślałam, że to co sie dzieje jest snem.
-Uszczypnij mnie, bo nie wierzę, że tu jesteś.-powiedziałam, a dziewczyna mnie lekko uszczypnęła. -Ała.! Żartowałam głupku.-zaczęłyśmy się śmiać i ponownie się przytuliłyśmy. Zaczęłyśmy rozmawiać jak najęte, aż w końcu musiałyśmy się pożegnać, bo ja musiałam skończyć się pakować, a Sav musiała iść na obiad. Usiadłam na blacie w kuchni i zaczęłam się zastanawiać jak to wszystko jest możliwe.
Cały wieczór spędziłyśmy razem na rozmowie i próbowałyśmy racjonalnie wytłumaczyć sobie nawzajem jak to możliwe, że nasi ojcowie pracowali razem, a my się nie domyśliłyśmy. Mimo wszystko byłyśmy szczęśliwe, że mieszkamy obok siebie. Miałam przeczucia, że te wakacje będą najlepsze w moim dotychczasowym życiu.
* * *
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz