środa, 10 lipca 2013

§ Rozdział 7. §

*  *  *
Biegłam. Nie wiedziałam dokąd, ale chciałam uciec przed tym co przed chwilą zobaczyłam. Nie wiem czy mnie to przeraziło, obrzydziło czy wywołało jeszcze inne emocje, ale po prostu wiedziałam, że nie powinnam zostać w tamtym miejscu, ani minuty dłużej. W końcu zmęczona oparłam się o jakiś mur i zjechałam po nim w dół podkulając nogi i chowając twarz we włosach. Zaczęłam się cała trząść chociaż nie było mi zimno. Wręcz przeciwnie. Czułam jak się duszę, bo było mi tak gorąco. 
Nagle obudził mnie dźwięk głupiej piosenki heavy metalowej-był to budzik. Tak się wystraszyłam, że spadłam z łóżka krzycząc i wylądowałam na miękkim, brązowym dywaniku wymiarów 1,5 m x 2 m. Podniosłam się nie do końca kojarząc co się tak właściwie stało i przetarłam oczy. Rozglądnęłam się w koło i dopiero wtedy do nie dotarło..Jestem w domu.
Kiedy już się ubrałam zeszłam na dół, aby zjeść śniadanie. Wszyscy jeszcze spali. Podeszłam do lodówki i otwarłam ją po czym oparłam się o jej drzwi i podrapałam się po głowie widząc jak wielka, mrożaca szafa świeci pustkami. Wtedy przypomniałam sobie kto wymyślił takie określenie na lodówkę. Uśmiechnęłam się pod nosem i zamknęłam ją popychając drzwiczki biodrem. Wzięłam pieniądze i poszłam do najbliższego marketu, aby zrobić zakupy. 
Krążyłam między półkami z jedzeniem myśląc co mogłabym zrobić na śniadanie i co będziemy jeść na obiad. Kupiłam jakieś owoce, warzywa, makaron, margarynę, serki, jogurty, jakieś szynki i ser żółty. Później poszłam wziąć jakiś chleb i ciastka do kawy dla rodziców. Podeszłam do kasy i zapłaciłam za wszystko po czym obładowana siatkami skierowałam się w stronę wyjścia. Nie zauważyłam nawet jak wpadłam na kogoś. 
-Ej, pobudka.!-zaśmiał się widząc jaka jestem zamyślona. Otrząsnęłam się i spojrzałam na ową osobę. Był to Jake. Uśmiechnęłam się na jego widok i puszczajac wszystkie siatki rzuciłam mu się na szyję. 
-Jejciuuu, ale ja za Tobą tęskniłam.-powiedziałam na co on zaśmiał się i położył swoje ręce na moich biodrach. 
-Na pewno nie tak bardzo jak ja za Tobą.-oznajmił z taką pewnością uśmiechając się do mnie promiennie. Pocałował mnie w policzek i przyglądnął się dokładnie.-Ale Ty się opaliłaś..A tak po za tym.. Ładnie wyglądasz.-puścił mi oczko, a ja zaśmiałam się.
-Spotkamy się później flirciarzu.?-zapytałam ruszajac zabawnie brwiami.
-Jasne. Gdzie i kiedy Savi.?-wyszczerzył się. Uwielbiałam jak ktoś tak do mnie mówił, a był jedyną osobą, która tak mnie nazywała. 
-Może tam gdzie zwykle około..Hmmm..15.?-zaproponowałam. Kiwął głową na znak, że się zgadza i pożegnał się ze mną mówiąc, że musi kupić zapasy, bo kumpel wpada do niego na noc filmową. Również mnie zaprosił, ale stwierdziłam, że nie będę im przeszkadzać. W końcu miał to być męski wieczór. Ja bym psuła cały nastrój. Wzięłam wszystkie siatki i ruszyłam do domu. 
Kiedy przekroczyłam próg zamykając drzwi pupą zauważyłam, że nadal wszyscy śpią. Poszłam do kuchni rozpakować zakupy i wzięłam się za robienie naleśników. Wszyscy u mnie w domu je kochali. Zrobiłam ciasto jak to robiłam kiedyś w każdą pierwszą niedzielę miesiąca i zaczełam smażyć placuszki. Efekt końcowy był taki, że na stole były 4 talerze, a na każdym po dwa naleśniki polane syropem czekoladowym. Obok każdej porcji stał kubek kakao. 
-Mmmm..Co tak bosko pachnie.?-usłyszałam za plecami. Odwróciłam się i zobaczyłam mojego tatę, który już po chwili dorwał się do swoich naleśników. Po chwili dołączyła do niego mama.
-A gdzie ten śpioch.? Czyśby jeszcze nie wstał.?-zapytałam sama siebie. W końcu postanowiłam pójść po niego. Stanęłam przed jego drzwiami i kładjąc jedną dłoń na klamce zapukałam po czym weszłam do środka. Zobaczyłam ogromny bałagan, a w tym wszystkim Lucasa śpiącego jak niemowlak na swoim łóżku. 
-Lucas.! Wstawaj.!-krzyknęłam rozbawiona uderzając go lekko poduszką.-Śniadanie na stole.!-dodałam widząc, że nic go to nie ruszyło. 
-Co dzisiaj jemy.?-zapytał nadal udając, że śpi.
-Naleśniki.-powiedziałam po czym przygryzłam dolną wargę próbując powstrzymać się od uśmiechu. 
Natychmiast otwarł oczy i wstał z łóżka zrzucając z siebie stertę ubrań, a już po chwili zniknął z pokoju. Zaśmiałam się cicho po czym zeszłam na dół i dołączyłam do rodzinki. Hmm no to może teraz taki krótki rysopis najważniejszych ludzi w moim życiu. Richard-mój tata ma 42 lata i pracuje jako kierownik w jakieś dużej, popularnej firmie modelingowej. Zawsze chciał, abym gdy dorosnę została jedną z jego modelek, ale mnie to nie kręciło mimo, że mogłaby być ze mnie niezła modelka. Cynthia-moja mama (39lat), która aktualnie jest dyrektorką przedszkola w naszej okolicy. Uwielbiała dzieci, dokładnie wszystkie i powiem szczerze, że wspaniale się z nimi dogaduje. Lucas-mój najukochańszy pod słońcem kuzyn, który ma 19 lat i jest ogromnym bałaganiarzem. Jego rodzice mieszkają we Włoszech, a on stwierdził, że nie wytrzymałby bez mojego codziennego widoku i postanowił zostać i zamieszkać z nami. Serio. Chociaż ja uważam, że nudziłby się tam, bo nie miałby nikogo komu mógłby dokuczać. Ale cieszę się, że jednak z nami jest.
Gdy wszyscy już opróżnili swoje talerze postanowiłam pozmywać, ale moja mama od razu wstała.
-Nie. Wystarczy, że zrobiłaś wyśmienite śniadanie. Ja pozmywam.-oznajmiła posyłając mi lekki uśmiech. Westchnęłam i kiwnęłam głową po czym ruszyłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi i usiadłam na łóżku po turecku. Wyciągnęłam laptopa, aparat i kabel USB, aby zgrać zdjęcia z wakacji. Kiedy już się przesłały włączyłam pokaz slajdów, aby przypomnieć sobie wspaniałe chwile spędzone tam.

>Pamela<

Po powrocie do domu jakoś nie mogłam spać w swoim pokoju. Było mi ciężko z myślą, że kiedy wstanę, ubiorę się i wyjdę to nie będę mogła wejść do basenu. Nie zobaczę Savannah ani Kadira. Jasne, że mogę iść na plażę i spacerować brzegiem morza, ale po co.? To nie to samo co w Turcji. 
Zjadłam śniadanie i wyszłam, aby przejść się ze znajomymi i porozmawiać. Musiałam oderwać się od wspomnień, bo to tylko wspomnienia. To co było już niestety nie wróci. 
Kilko godzin później, kiedy wróciłam do domu, zobaczyłam rodziców, którzy krzątali się po wszystkich pomieszczeniach pakując do różnych pudeł poszczególne rzeczy. Patrzyłam na nich zdezorientowana, aż w końcu dałam za wygraną.
-Co wy robicie.?-zapytałam odkładając klucze na stolik i ściągając trampki w przedpokoju.
-Pakujemy się.
-To to ja widzę..-westchnęłam i usiadłam na sofie w salonie.-Ale dlaczego.?-zadałam kolejne pytanie nie odrywając wzroku od mojej mamy.
-Wyprowadzamy się.-powiedziała uśmiechając się do mnie i kontynuując poprzednią czynność.-Współ pracowanik taty zaproponował nam, abyśmy zamieszkali w domku obok nich, ponieważ będzie im tak lepiej  pracować, a na dodatek jest tam kilka ciekawych szkół, w których mogłabyś rozwijać się muzycznie i sportowo, ale nie tylko.-puściła mi oczko.
-Nie mogę tak po prostu zostawić tego miasta i moich przyjaciół.-powiedziałam lekko oburzona, ale wiedziałam, że skoro tak postanowili to już nic nie zmieni ich zdania. Zrezygnowana wstałam i zaczęłam się kierować w stronę swojego pokoju.-Pójdę się spakować..
-Dobrze, bo wyjeżdżamy jutro o 12. Musisz być już gotowa.-oznajmiła spokojnie nie przerywając pakowania.
-CO ?! Jak to ?!-krzyknęłam.-Nie zdążę się pożegnać..-szepnęłam cicho do końca załamana.
-Pożegnasz się przez facebooka czy jakie tam macie inne portale społecznościowe, a teraz już idź.-powiedziała. Zrobiłam tak jak kazała i zaczęłam się pakować. Po kilku godzinach zasnęłam w pokoju pełnym pudeł i walizek. Śnił mi się nowy dom, który okazał się o wiele lepszy niż ten tutaj..

*  *  *

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz