niedziela, 7 lipca 2013

§ Rozdział 1. §

*  *  *
-Nie chcę tam jechać, rozumiesz?! Nie chcę znowu patrzeć jak one się doskonale bawią, a mnie olewają.! To nie jest przyjemne zwłaszcza, że te wakacje miały być najlepszymi wakacjami w moim życiu.! Nie jadę i koniec rozmowy.!
-Nie to nie. - powiedziała moja mama lekko zakłopotana nie wiedząc co ma powiedzieć. Też miała dość tej kłótni.
-Przepraszam mamo..- szepnęłam cicho i przytuliłam się do niej na co ona mnie objęła i cmoknęła w czubek głowy.-Po prostu nie chcę znowu być odrzucona..To boli..-dodałam łagodnie, a po moich policzkach spłynęło kilka łez.
-Spokojnie.. Jeśli nie chcesz to powiemy im, że nie jedziemy i już. Pojedziemy sami gdzie indziej. -powiedziała głaszcząc mnie po plecach.
-Nie. Musimy tam jechać.. Znowu będzie na mnie, że to przeze mnie nie pojechaliśmy, że wydziwiam i w ogóle.. Nie chce znowu być tą złą. Pojedziemy. Wy będziecie sobie siedzieć z nimi, a ja wezmę sobie kilka książek i będę całymi dniami czytała. Stanę się samowystarczalna czy coś tam..- powiedziałam obojętnie i zaczęłam się kierować w stronę swojego pokoju.
-Czyli co mam w końcu im powiedzieć.? -westchnęła zdezorientowana.
-Jedziemy. -mruknęłam i trzasnęłam drzwiami znikając w swoim pokoju. Rzuciłam się na łóżko i wtuliłam twarz w poduszkę myśląc o tym, że już za dwa dni zacznie się najgorszy tydzień w moim życiu. Bałam się tego, że znowu będę nikim, a one będą gwiazdami hotelu, bo są starsze, ładniejsze i po prostu lepsze.. Wiedziałam, że tak będzie. Nagle usłyszałam jak moja mama rozmawia z ciocią i mówi jej, że jedziemy i żeby rezerwowała bilety. Westchnęłam i zacisnęłam oczy, a po moich policzkach spłynęło kilka kolejnych słonych kropel, które szybko otarłam.
Po kilku godzinach przemyśleń w końcu wstałam z łóżka i zaczęłam się pakować, aby jak najszybciej mieć to już za sobą. Większość ciuchów poskładałam, żeby już gotowe włożyć do walizki, a resztę zwinęłam jakkolwiek i wrzuciłam do szafy tak, aby jak ktoś ją otworzy czasem kogoś nie zabiła. Nie chciałam mieć kogoś na sumieniu. Kiedy już się spakowałam włączyłam muzykę i usiadłam na dywanie znowu pogrążając się w myśleniu jak przetrwać ten tydzień.
Nawet nie zwróciłam uwagi na to jak szybko minęły te dwa dni, a my już wsiadaliśmy do samolotu i startowaliśmy. Lubiłam latać samolotami, a zwłaszcza startować, bo kiedy lądowaliśmy można było odczuć wysokość na jakiej się znajdowaliśmy, a przy moim lęku wysokości to okropnie wyglądało. Dało się przeżyć, ale zawsze panicznie się zachowywałam i kurczowo trzymałam się fotela, aby nie spaść chociaż i tak wiedziałam, że nic mi nie grozi. Po ok 20 minutach lotu zasnęłam zmęczona podróżą na lotnisko.
 Obudziły mnie promienie słońca delikatnie muskające moją twarz przez szybę w samolocie. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał, że jest ok 9 tego czasu. Przeciągnęłam się na tyle na ile było to możliwe i spojrzałam na resztę, która już nie spała. Uśmiechnęłam się do nich lekko i choć nie było to szczery uśmiech, oni nie mogli tego zauważyć, bo wypracowałam go przez kilka lat. Nagle poczułam na sobie czyjś wzrok. Spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam Van, która mi się przyglądała z lekkim uśmiechem. Odwzajemniłam ten gest bladym uśmiechem i westchnęłam po czym odwróciłam wzrok. W końcu zaczęliśmy lądować. Z przerażeniem zacisnęłam dłonie na fotelu i próbowałam spokojnie oddychać, co było nie lada wyczynem. Znajdowaliśmy się coraz bliżej ziemi, aż w końcu poczułam jak pilot ostrożnie "postawił" ogromną maszynę na asfalcie. Wtedy mogłam już odetchnąć z ulgą.
Kiedy samolot całkowicie się zatrzymał, a załoga pokładowa otwarła drzwi zaczęliśmy się wszyscy kierować w ich stronę, aż w końcu rękawem dotarliśmy do olbrzymiego budynku, w którym mieliśmy kupić Winietę przyp.aut. winieta-nalepka stanowiąca dowód wzniesienia opłaty, za np.ubezpieczenie] i odebrać bagaż. Po 30 minutach cali szczęśliwi ze swoimi walizkami zmierzaliśmy do autokaru, który miał nas przetransportować do naszego hotelu. Do Feye Pinara.
 Około 12 autokar zatrzymał się przed naszym hotelem. Przełknęłam głośno ślinę i trzęsąc się lekko wstałam z fotela zerkając przez szyby. Z zewnątrz nie zmieniło się zupełnie nic. Wszyscy kolejno opuszczali pojazd, aby po chwili wziąć swój bagaż i zgłosić w recepcji swoje przybycie. Kiedy dowiedzieliśmy się, że na razie nie ma i raczej do 14 nie będzie żadnego wolnego pokoju westchnęliśmy i lekko oburzeni tym, że będziemy się błąkać po hotelu przez przynajmniej 2 godziny, zostawiliśmy walizki w lobby. Nie zważając na nikogo wyszłam na ogromny taras i rozglądnęłam się w koło. Był tutaj przepiękny widok na nasz basen i w oddali na morze i z rozciągającą się przy nim plażą. Położyłam dłonie na murku i przymknęłam oczy czując jak słońce delikatnie ogrzewa moją skórę. Westchnęłam, kiedy piski Melanie sprowadziły mnie na ziemię i uświadomiły mnie gdzie tak naprawdę teraz jestem.. Wróciłam do lobby baru i usiadłam zrezygnowana w fotelu czekając, aż w końcu dostaniemy swój pokój.
*  *  *

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz