poniedziałek, 29 lipca 2013

§ Rozdział 13. §

*  *  * 
-AAAAAAAAAAAAAAAAAA!-usłyszałam krzyk, a już po chwili do naszego domku wpadł, nie kto inny jak zielony ufoludek z głową Camille. Wytrzeszczyłam oczy i nie wiedziałam co powiedzieć. Zaraz do poza ziemskiej postaci dołączył Johny, czyli facet, który założył ten obóz. Jest naprawdę w porządku. Miły, zabawny, odpowiedzialny i stara się, żeby wszyscy byli zadowoleni. Teraz na jego twarzy panował niepokój. Spojrzałam kolejno na Pamele, a następnie na Evie i zatrzymałam się na Johnym i tym czymś.
-O co chodzi.?-zapytałam zdezorientowana, lecz troche rozbawiona. 
-Ktoś zabarwił wodę w wannie Camille na zielono, a do buteleczki po szamponie wlał niebieską farbę. Cam twierdzi, że to Twoja sprawka.-oznajmił, a ja przytrzymałam sobie oczy, żeby mi nie wypadły.
-Eee.. Przepraszam..?-zapytałam jakbym nie dosłyszała.-Tak, bo ja nie mam już nic innego do roboty tylko robić jej na złość..-mruknęłam i prychnęłam zakładając ręce na piersi. 
-Przykro mi, ale jak narazie nie mamy innych osób podejrzanych. Jeśli nie znajdziemy osoby, która to zrobiła to niestety, ale zostaniesz zlikwidowana z listy uczestniczących w obozie i wrócisz do domu.-powiedział poważnie.
-ŻE CO?!?-krzyknęłam wkurzona. Nie dałam rady opisać tego co czuję w tym momencie..-Chyba żartujesz.! Przyjechałam tu na wakacje, a nie żeby uprzykrzać je komuś.!-warkęłam, ale widząc jego minę odwróciłam wzrok.-Zacznę się pakować..-szepnęłam.
-Nie.! To moja wina..-szepnęła Pam, a ja otwarłam szeroko oczy i spojrzałam na nią.-To było dla żartu, nie wiedziałam, że będzie z tego taka afera..-szepnęła smutno, a ja podeszłam do niej i złapałam ją za rękę. 
-Jeśli każesz wracać jej do domu, to ja również wyjeżdżam.-powiedziałam stanowczo.
-Tak.! Jonhy zgódź się..-mruczała zawzięcie Camille, a ja z Pam spojrzałyśmy na nią wrogo.
-Przykro mi dziewczyny..Możecie zacząć się pakować..-powiedział i wyszedł z naszego domku, a my nie mogłyśmy uwierzyć w to co sie właśnie stało.
Jeszcze tego wieczoru opuściłyśmy swój domek z walizkami. Pożegnałyśmy sie z Evie i resztą obozu. Został mi jeszcze David. Powiedziałam Pam, że pójdę go znaleźć i zaraz wrócę. Najpierw poszłam do jego domku. Był tam, a to co tam zobaczyłam totalnie mną wstrząsnęło..


4 miesiące później

-Wstawaj lala, bo sie do szkoły spóźnimy.!-usłyszałam, a chwile póżniej poczułam jak ktoś siada obok mnie na łóżku i zdejmuje mi kołdrę z głowy.-No już.. Nie słyszałaś co powiedziałam.?-dodała moja przyjaciółka, a po chwili westchnęła.-No to sama pojadę z Lucasem..-otwarłam szybko oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej. 
-Żartujesz..?! Nie. ! Nie ma mowy.! Ja musze z nim porozmawiać.!-oznajmiłam oburzona. Moja najlepsza przyjaciółka, Pamela, jest dziewczyną mojego kuzyna , Lucasa, od tygdnia a ja dowiedziałam się tego jako ostatnia i to dopiero teraz.! To nie jest fair.! Wstałam błyskawicznie z łóżka i ubrałam się po czym zarzuciłam torbę z książkami na ramię i zeszłam do kuchni, aby zjeść miskę płatków. 
-Nadal jesteś na mnie zła.?-zapytała cicho siadając obok mnie niebieskooka. Spojrzałam na nią spodełba po czym udałam, że myślę.
-Tak.-oznajmiłam oschle i zajęłam się jedzeniem. Nie odezwałyśmy się do siebie aż do momentu kiedy usłyszałyśmy dzwonek. 
-Otworzę.!-zaświergotała wesoło Pamela, a ja przewróciłam teatralnie oczami i założyłam bluzę, po czym ruszyłam w stronę wyjścia. Zobaczyłam jak rozmawiają. Nagle oczy szatyna spoczęły na mnie.
-Bardzo zła..?-zapytał a ja zmarszczyłam brwi i westchnęłam. 
-Odpuszczam wam grzechy, idźcie w pokoju..-mruknęłam po czym uśmiechnęłam się do nich lekko.-Ważne, żebyście byli szczęśliwi i tyle..-westchnęłam i ominęłam ich po czym podeszłam do samochodu mojego kuzyna i usiadłam z tyłu. Zapięłam pas i oparłam głowę o szybę. Po chwili dołączyli do mnie siadając z przodu. 
-Wszystko okej.?-zapytała dziewczyna, a ja zignorowałam jej pytanie.-SAVANNAH.!-powiedziała głośno, a ja aż podskoczyłam ze strachu.
-Tak. To chciałaś usłyszeć?-odburknęłam, a ona spuściła wzrok.
-Przepraszam..-szepnęła podnosząc znowu na mnie swoje oczy.
-Spoko..-odpowiedziałam beznamiętnie patrząc w niewidzialny punkt w oddali.-Możemy już jechać.? Spóźnimy się..-powiedziałam jakby nigdy nic, a już po chwili jechaliśmy w stronę szkoły. 

-Panno White. To jest szkoła. Tutaj się uczymy, a nie śpimy..-powiedziała oburzona nauczycielka, a ja łaskawie na nią spojrzałam. 
-Mhym..Pani wybaczy, Pani Psor..-mruknęłam rozkojarzona, a po chwili poczułam jak ktoś mnie szturcha. Spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam Liliane oraz jej zmartwione spojrzenie. Nagle rozbrzmiał dzwonek, a ja błyskawicznie wstałam z miejsca zarzucając torbę na ramię i opuszczając klasę. Miałam zamiar pójść do toalety, tak też zrobiłam. Stanęłam przed lustrem i spojrzałam w oczy swojego odbicia. 
-Co się ze mną dzieje?-zapytałam sama siebie. Po dłuższej chwili westchnęłam i opuściłam pomieszczenie ruszając w stronę sali od wf, w której teraz mieliśmy mieć lekcje. Przebrałam się w odpowiednie rzeczy, tzn biały podkoszulek i krótkie szorty, a włosy spięłam w koński ogon. Dzisiaj mieliśmy grać w koszykówkę z chłopakami z przeciwnej klasy. Oznaczało to, że zobaczę też i jego. Tylko tego mi teraz brakowało..
-Savannah, obudź sie.-poczułam szarpanie z lewej strony. Ujrzałam łagodną twarz mojej koleżanki z ławki. Spuściłam wzrok.-Wszystko okej ? Jestem tu.. Pamiętaj, że jeśli coś będzie nie tak to możesz mi powiedzieć. Nawet musisz..-uśmiechnęła się do mnie czule, a ja skinęłam głową. 
-Panna White do drugiej drużyny zapraszam.-powiedziała Pani Cambell, nauczycielka wf. Kiwnęłam głową i dołączyłam do swoich. Katie, Lilian, Pamela, Ed, Erick, Tom, Jack i Matt. Jest okej. Spojrzałam na grupę przeciwną. Annie, Sabrina, Cami, Alex, Lou, Will i .. David.. Patrzył na mnie. Za każdym razem kiedy był gdzieś w pobliżu nie odrywał ode mnie wzroku, a kiedy przez przypadek nasze spojrzenia sie spotykały wszystkie wydarzenia sprzed 4 miesięcy wracały i stawały przede mną. Wyglądały tak realistycznie, że za każdym razem bolały tak samo.

Pamela

Nie wiedziałam jak mogę pomóc mojej przyjaciółce.. Była dla mnie jak siostra i nie potrafiłam patrzeć na to jak marnuje swój czas na myślenie o tym co sie wydarzyło i przeżywanie tego. Wiele razy budziła się w nocy z krzykiem i płaczem. Wiem, bo również nie mogłam spać. Męczyło mnie wiele spraw, a zwłaszcza to, że to przeze mnie mogło się to wszystko wydarzyć. W końcu to moja wina, że wróciłyśmy z tego cholernego obozu wcześniej. Nie mogłam sobie tego wybaczyć, ale nie żałowałam tego co zrobiłam Camille. W końcu zasłużyła. Była skończoną suką. 
Sav właśnie biegła w moją stronę. Przejęła piłkę od Will'a i już chciała podać mi, kiedy nagle wpadła na Davida i wylądowała razem z nim na podłodze. Po sali rozniósł się dźwięk gwizdka, a ja w ułamku sekundy znalazłam się przy szatynce. 
-Wszystko w porządku.?-zapytałam, a ona przyłożyła dłoń do czoła i kiwnęła głową. David patrzył na nią, aż w końcu wstał i podał jej rękę. Nie chwyciła jej. Wstała, ale niestety zakręciło jej się w głowie. David bohater.. Gdyby jej nie złapał znowu leżałaby na ziemi. 

Savannah

Otwarłam oczy i podniosłam się błyskawicznie co było błędem, bo świat po raz kolejny zawirował mi przed oczami. Siedziałam u pielęgniarki z woreczkiem lodu na głowie. Nagle przypomniałam sobie co się wydarzyło. Szybko podziękowałam kobiecie za pomoc i opuściłam jej gabinet. To kogo zobaczyłam po wyjściu lekko mnie zdziwiło.
-Co tutaj robisz.?-mruknęłam patrząc na swoje buty i ani na moment nie podnosząc wzroku na niego.
-Powinniśmy porozmawiać, nie sądzisz.?-zignorował moje pytanie, a ja prychnęłam.
-Na to już chyba trochę za późno, nie sądzisz.?-odważyłam się podnieść na niego swoje oczy. Para czekoladowych tęczówek wpatrywała się we mnie z ciekawością.
-Lepiej późno niż wcale..-powiedział i wstał po czym zrobił krok w moją stronę.-To co sie wydarzyło na obozie..-szpnął, a ja zacisnęłam dłonie w pięści po starałam sie uspokoić w duchu, żeby nie uronić ani jednej łzy.-To nie tak jak myślisz..
-Nie.? Wcale nie obściskiwałeś się z Camille.? Wcale nie trzymałeś jej strony.? Ani krzty prawdy w tym nie ma.?-zapytałam z oburzeniem, a on spuścił wzrok.
-Okej było tak, ale.. Camille jest doskonałą manipulatorką i nawciskała mi kitu, że sie mną bawiłaś, a tak naprawdę wyszło na odwrót, co nie.?-westchął, a ja nic nie odpowiedziałam.
-Mogłeś ze mną porozmawiać, a nie iść z nią do łóżka.-odważyłam się powiedzieć po czym wyminęłam go i ruszyłam w stronę wyjścia ze szkoły. Spotkałam tam zdruzgotaną Pam, która najwyraźniej na mnie czekała, ale teraz rozmawiałą przez telefon.
-O już jesteś.? To dobrze. Jak się czujesz.?-zapytała rozłączając się i chowając telefon do kieszeni. 
-Dobrze.-kiwnęłam głową nie mówiąc prawdy, ale lepiej powiedzieć, że jest okej niż tłumaczyć, że najchętniej rozpierdzieliło by się głowę o ścianę.-Idziemy do domu.?-zaproponowałam, a przyjaciółka kiwnęła głową. 
Kiedy tylko weszłam do swojego pokoju od razu położyłam się na łóżku i zaczęłam płakać chowając twarz w poduszce. Byłam sama w domu, bo Pam poszła do kina z Lucasem, a rodzce wyjechali do babci na jakiś czas. Nie mogłam się uspokoić. Cała się trzęsłam i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Nagle mój telefon zaczął dzwonić. Wzięłam go do ręki i rzuciłam nim o ścianę co sprawiło, że rozpadł się na części. Jeszcze bardziej mnie to rozwścieczyło, więc wziełam kolejną rzecz do ręki i rzuciłam nią w dal. Wtuliłam się w pościel i w końcu zmęczona łkaniem usnęłam. Pragnęłam, aby się już nie obudzić, bo bałam się co przyniesie kolejny dzień..
*    *    *

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz