środa, 31 lipca 2013

§ Rozdział 15. §

*    *    *
"Ding Dong" po całym domu rozbrzmiał dźwięk dzwonka, a ja spojrzałam na przyjaciółkę z przerażeniem. 
-Spokojnie.. Po prostu się nie łam, bądź trochę wredna, tajemnicza i udawaj, że nie zależy Ci na nim. Proste.-oznajmiła posyłając mi na koniec przyjazny uśmiech, a ja westchnęłam i wstałam. Spojrzałam ostatni raz w lustro i uśmiechnęłam się do siebie. Miałam na sobie lateksowe leginsy i biały podkoszulek z czerwono-czarnymi elementami oraz fioletowe trampki za kostkę. Włosy miałam lekko pokręcone, a mój make-up składał się z bezbarwnego błyszczyka oraz tuszu do rzęs. Wyglądałam ładnie, ale trochę tajemniczo i zarazem seksownie. Kiwnęłam głową na znak, że jestem gotowa i zeszłam na dół. 
-Cześć..-rzuciłam beznamiętnie otwierając drzwi i patrząc na szatyna. Uśmiechał się od ucha do ucha, a w dłoni trzymał czerwoną różę. 
-Hej. Ślicznie wyglądasz.. To dla Ciebie.-powiedział i wręczył mi kwiatek. Bardzo mi się to spodobało, ale nadal byłam twarda niczym żelki z biedronki. 
-Dzięki. Zaraz wrócę tylko włożę ją do wody..-powiedziałam znikając w kuchni i wracając po krótkiej chwili. -Okej możemy iść.-zamknęłam za sobą drzwi i ruszyliśmy w stronę parku. 
-Naprawdę bardzo chciałbym Cię przeprosić za to wszystko..-przerwał ciszę, która od dłuższej chwili nam towarzyszyła.
-Zachowałeś się jak skończony dupek. -oznajmiłam prosto patrząc na niego na co on spuścił wzrok.
-Tak. Masz racje. Jestem dupkiem. Kretynem i totalną świnią.-przyznał.-A Ty za to jesteś jedyną dziewczyną, na której mi tak cholernie zależy. Jeszcze żadna dziewczyna nie sprawiła, żebym myślał o niej 24 godziny na dobe.. Tobie sie udało..-mówił, a ja mimowolnie się uśmiechnęłam, ale szybko odwróciłam twarz w inną stronę, żeby nie wiedział mojej reakcji.-Sav..Naprawdę mi się podobasz i ... będę walczył dopóki nie przyznasz, że nie jestem Ci obojętny.- "Po prostu się nie łam, bądź trochę wredna, tajemnicza i udawaj, że nie zależy Ci na nim." powtarzałam sobie w myślach słowa przyjaciółki.
-Więc będziesz się musiał cholernie długo starać, żebym znowu Ci zaufała..-mruknęłam podnosząc na niego wrok na co on zbliżył się do mnie i kiwnął głową.
-Z wielką chęcią. Zacznę od wczoraj.-powiedział, a ja zdziwiłam się lekko.
-Jak to "od wczoraj" ?-spojrzałam na niego jak na totalnego idiotę, a on zaśmiał się.
-Chodź to sama zobaczysz..-powiedział, a ja zrobiłam jak chciał. Nie minęło 10 minut, a byliśmy na miejscu.
-Wow..-szepnęłam cicho.-To znaczy..-zmieszałam się odrobinę.- Spoko..-rzuciłam luźno po czym lekko się skrzywiłam.-Kurde..-mruknęłam cicho pod nosem.
-Mówiłaś coś..?-zapytał patrząc na mnie, a ja szybko zaprzeczyłam.-To jak Ci się podoba?-zapytał. Rozglądnęłam się i po prostu mnie zatkało. Bałam się odezwać, żeby nie schrzanić czegoś. Hmmm.. Co by teraz powiedziała Pam? zastanowiłam się. Wielkie jezioro z uroczo oświetlonym pomostem, a na nim rozłożony koc. W koło porozrzucane płatki róż, które niesamowicie dodawały czaru temu miejscu. Było wspaniale.
-Emm.. Spoko..-mruknęłam cicho.-To znaczy..-westchnęłam.-Podoba mi się, ale nie myśl, że samymi rzeczami mnie przekupisz.. Nie jestem materialistką. Musisz przestać być w moich oczach dupkiem, a to będzie trudne.-warknęłam cicho po czym spojrzałam na jego zawidzioną twarz.-Ale jak na początek jest nieźle..-posłałam mu lekki uśmiech, który po chwili zniknął z mojej twarzy. Co za dużo to nie zdrowo.. pomyślałam.
-Ulga..-szepnął po czym gestem ręki zaprosił mnie na pomost. Usiedliśmy na kocu i patrzyliśmy w gwieździste niebo rozmawiając. Nadal zgrywałam niedostępną i powiem szczerze, że nieźle mi szło.

-Dzięki za wieczór. Było niesamowicie.- powiedział i podszedł do mnie. Chciał dać mi buziaka w policzek, ale szybko się odsunęłam.-Ah no tak.. Przepraszam..- szepnął, a ja uśmiechnęłam się krzywo. Miałam ochotę wtulić się w jego ramiona i powiedzieć jak bardzo mi go brakowało, ale wiedziałam, że nie mogę. Wszystko bym zepsuła.
-Tak. Było okej. Cześć.-kiwnęłam głową po czym weszłam do domu i zamknęłam drzwi.-Ja pierdole. ! Było okej ? Tylko na tyle mnie stać?- warknęłam na siebie po czym usłyszałam śmiech.
-I jak? Randka się udała?-zapytała rozbawiona Pamela, a ja westchnęłam.
-No i to aż za bardzo. - skrzywiłam się.- Strasznie się stara..- jęknęłam.
-I niech się stara. Niech pokaże na co go stać. Musi sie troche pomęczyć, żeby później docenić taką dziewczynę jak Ty.-uśmiechnęła się do mnie, a ja ją przytuliłam.
-Dziękuję. Jesteś wspaniałą przyjaciółką.-szepnęłam cicho przymykając oczy.-Kocham Cię.
-Ja Ciebie też. -odpowiedziała, a ja się uśmiechnęłam. Odsunęłyśmy się od siebie i na siebie popatrzyłyśmy.-To co powiesz na komedie romantyczną, popcorn i my dwie ?-zapytała, a ja zaśmiałam się i kiwnęłam głową.
Pierwszy dzień jako nowa Savannah Victoria Evelyn White uważam za udany.! 

*    *    *

wtorek, 30 lipca 2013

§ Rozdział 14. §

*   *   *
Pamela

-O mój Boże..-powiedziałam, kiedy tylko weszłam do pokoju mojej przyjaciółki następnego dnia. Było koło 6, a ja wróciłam do domu wczorajszego wieczora chwilę po 21 i nie chciałam już męczyć Sav, bo zapewne spała. Po całym jej pokoju były porozrzucane jej rzeczy, a telefon w kilku częściach został porzucony na podłodze pod ścianą.-Savannah.! Obudź się.! Co tu się stało.?-zapytałam przerażona próbując obudzić przyjaciółkę. Spojrzała na mnie niechętnie ze smutkiem. Miała czerwone i lekko opuchnięte oczy co oznaczało, że znowu płakała.-Ej..-westchnęłam i przytuliłam ją kiedy tylko podniosła się do pozycji siedzącej.-Co się dzieje.?-zapytałam w końcu, a ona wybuchła płaczem. Westchnęłam tuląc ją do siebie po czym opóściłam jej pokój, aby chwilę później wrócić z talerzem pełnym kanapek oraz gorącą herbatą. 
-Masz. Zjedz i wypij. Poczujesz się o niebo lepiej.-oznajmiłam siadając obok niej i patrząc na nią, na co ona pociągnęła lekko nosem i otarła łzy z policzków po czym zaczęła jeść. -Więc opowiesz mi co sie stało.?-zapytałam ponownie, a ona westchnęła smutno i kiwnęła lekko głową.
-Rozmawiałam z Davidem wczoraj. Chciał mnie przeprosić, ale nie koniecznie mu wyszło..-powiedziała po czym wzięła łyk ciepłego napoju.-Wygarnęłam mu to, że przespał się z Camille..-dodała drżącym głosem i mokrym już rękawem otarła kolejne łzy. 
-Dupek. Kretyn. Świnia. Sku..-mówiłam wyryty na pamięć wierszyk.-..rwiel. Ciota. Frajer..-kontynuuowałam, a Sav uśmiechnęła się blado. 
-Ale i tak mnie do niego ciągnie.-oznajmiła stanowczo przerywając mój monolog.-Miałam ochotę mu wybaczyć, ale w ostatniej chwili zrezygnowałam.-powiedziała spokojnie.
-I dobrze.! Ani mi się waż.! Zobaczysz.. Pomogę Ci i będziesz taką ostrą laską, że będzie żałować tego co zrobił do końca życia.!-powiedziałam podekscytowana wstając błyskawicznie i gestykulując rękoma. 
-Naprawdę myślisz, że mogę stać się niezależną i ostrą dziewczyną.?-zapytała niedowierzając na co ja kiwnęłam głową uśmiechając się szeroko.
-Wątpisz w moje możliwości.?-zapytałam unosząc jedną z brwi ku górze. Dziewczyna szybko zaprzeczyła, a ja się roześmiałam.-No to do dzieła.

Savannah

Kiedy tylko przekroczyłam próg szkoły wszystkie oczy spoczęły na mnie. Naprawdę nie ma w tym nic dziwnego, bo Pamela zrobiła ze mnie taką laskę, że aż sama siebie nie poznaję. Miałam na sobie krótkie, troche odsłaniające mój tyłek szorty, odrobinę obcisłą, czarną bluzkę z ozdobnym zamkiem przez całą jej długość i dekoltem, a na nogach miałam zwykłe, czarne trampki z czerwoną podeszwą. Wyglądałam naprawdę nieźle. Zarzuciłam lekko włosami do tyłu i spojrzałam na przyjaciółkę, na co ona uśmiechnęła się do mnie zachęcająco. Miała podobną bluzkę, ale zamiast szortów miała leginsy, a zamiast trampek vansy. Ruszyłam korytarzem nie zwracając uwagi na obserwujących mnie ludzi. Nagle zauważyłam Davida. Spojrzałam na niebieskooką, a ona dała mi znak. Zatrzymałam się przy szatynie i wręczyłam mu małą karteczkę do ręki po czym poszłam dalej. Zatrzymałam się przy Lilian i Pam, które zawzięcie rozmawiały o mojej metamorfozie. 
-Wyglądasz nieziemsko..-powiedziała Lil, a ja uśmiechnęłam się cwanie po czym założyłam kosmyk włosów za ucho.
-Dzięki, ale nie tylko wygląd się u mnie zmienił.-oznajmiłam wspominając to co napisałam na karteczce dla Davida. 
"Jeśli nie chcesz być w moich oczach skończonym dupkiem to sie musisz 
cholernie postarać, bo jak narazie jesteś 
na samym dnie.."

Zaśmiałam się lekko i spojrzałam na zegarek. Miałyśmy jeszcze 10 minut do rozpoczęcia lekcji matematyki, więc poszłyśmy usiąść na schodach przed szkołą. Nagle podeszła do nas typowa miss 3d. Blond lala z nienagannym wyglądem. Była w porządku, ale odbiło jej trochę odkąd dowiedziała się, że jej chłopak ćpa. Spojrzała na mnie i zaśmiała się.
-Czyżbyś była moją następczynią White.?-powiedziała robiąc na końcu dziubek i śmieją się lekko.-Tak trzymaj. Powodzenia i niech los stanie po Twojej stronie, bo masz jedną konkurentkę.-mrugnęła do mnie i kiwnęła głową w stronę Samanth'y która kleiła się do Davida od samego początku. Głupiutka, pusta blondyneczka, która chwali sie, że ma bogatych rodziców i szasta kasą na lewo i prawo. Podobno kłamie, bo kase ma dlatego, że sie puszcza. Nie jedna osoba świadkiem.. Nagle zauważyła, że na nią patrzę.
-Cóż ja idę. Do zobaczenia.-powiedziała Cornelia i odeszła w stronę swojej ekipy.
-Ojoj biedna Savunia dostała kosza od Davidusia ??-zamruczała słodziutko patrząc na mnie i trzepocząc rzęsami jak głupia. 
-Raczej zupełnie na odwrót.-powiedziałam rozbawiona obserwując poczynania blondi.
-Jak to.? Przecież nie chciałaś iść do łóżka z nim dlatego Cie zostawił..-piszczała jak taka zabawka dla psa, a ja już chciałam jej coś odpowiedzieć kiedy nagle usłyszałam:
-Słuchaj zdziro.. Nie wymyślaj pieprzonych bajeczek, bo każdy tutaj wie, że kłamiesz. David wcale nie chciał zaciągnąć jej do łóżka.-podniosła głos Pam, a ja patrzyłam na nią z otwartą buzią.-Spieprzaj stąd lepiej jeśli nie chcesz, żeby Ci się sylikony przesunęły, a botoks wytrysnął niczym krew z postrzelonego zwierzaka. Pozwalam Ci odejść.-zakończyła. Wszyscy obecni tu uczniowie zaczęli klaskać włącznie ze mną, a zdruzgotana i nie wiedząca co odpowiedzieć Samantha odeszła w stronę szkoły. Rozbrzmiał dzwonek, a ja wraz z moją przyjaciółką ruszyłyśmy do klasy, której odbyć się miała nasza lekcja matematyki. Nie ukrywałam, że byłam pod wielkim wrażeniem.
Kiedy tylko opuściłam klasę po lekcji Angielskiego wpadłam na Davida, który uśmiechnął się czarująco do mnie, a ja prychnęłam wywracając teatralnie oczami i zakłądajac ręce na piersi.
-Masz czas dzisiaj po południu.?-zapytał, a ja już chciałam odpowiedzieć, że tak, ale szybko ugryzłam się w język.
-Nie wiem, może, a co.?-mruknęłam udając, że nie bardzo mnie to interesuje. Spojrzałam na niego, a on zdziwiony podrapał się po czole i odchrząknął.
-Może poszłabyś ze mną na spacer..?-zaproponował, a ja westchnęłam znudzona po czym zastanowiłam się chwilę.
-Bądź po mnie o 17 i radzę Ci.. Lepiej się nie spóźnij..-oznajmiłam w końcu, a chłopak odetchnął z ulgą.
-Jasne. Do zobaczenia Savi.-powiedział i odszedł, a we mnie coś pękło. Tylko Jake tak do mnie mówił, a odkąd wyjechałam na obóz z Pam straciłam z nim zupełnie kontakt. W końcu zadowolona ze swojego zachowania ruszyłam w stronę domu, aby opowiedzieć o wszystkim przyjaciółce i przygotować się do wyjścia.
*    *    *

poniedziałek, 29 lipca 2013

§ Rozdział 13. §

*  *  * 
-AAAAAAAAAAAAAAAAAA!-usłyszałam krzyk, a już po chwili do naszego domku wpadł, nie kto inny jak zielony ufoludek z głową Camille. Wytrzeszczyłam oczy i nie wiedziałam co powiedzieć. Zaraz do poza ziemskiej postaci dołączył Johny, czyli facet, który założył ten obóz. Jest naprawdę w porządku. Miły, zabawny, odpowiedzialny i stara się, żeby wszyscy byli zadowoleni. Teraz na jego twarzy panował niepokój. Spojrzałam kolejno na Pamele, a następnie na Evie i zatrzymałam się na Johnym i tym czymś.
-O co chodzi.?-zapytałam zdezorientowana, lecz troche rozbawiona. 
-Ktoś zabarwił wodę w wannie Camille na zielono, a do buteleczki po szamponie wlał niebieską farbę. Cam twierdzi, że to Twoja sprawka.-oznajmił, a ja przytrzymałam sobie oczy, żeby mi nie wypadły.
-Eee.. Przepraszam..?-zapytałam jakbym nie dosłyszała.-Tak, bo ja nie mam już nic innego do roboty tylko robić jej na złość..-mruknęłam i prychnęłam zakładając ręce na piersi. 
-Przykro mi, ale jak narazie nie mamy innych osób podejrzanych. Jeśli nie znajdziemy osoby, która to zrobiła to niestety, ale zostaniesz zlikwidowana z listy uczestniczących w obozie i wrócisz do domu.-powiedział poważnie.
-ŻE CO?!?-krzyknęłam wkurzona. Nie dałam rady opisać tego co czuję w tym momencie..-Chyba żartujesz.! Przyjechałam tu na wakacje, a nie żeby uprzykrzać je komuś.!-warkęłam, ale widząc jego minę odwróciłam wzrok.-Zacznę się pakować..-szepnęłam.
-Nie.! To moja wina..-szepnęła Pam, a ja otwarłam szeroko oczy i spojrzałam na nią.-To było dla żartu, nie wiedziałam, że będzie z tego taka afera..-szepnęła smutno, a ja podeszłam do niej i złapałam ją za rękę. 
-Jeśli każesz wracać jej do domu, to ja również wyjeżdżam.-powiedziałam stanowczo.
-Tak.! Jonhy zgódź się..-mruczała zawzięcie Camille, a ja z Pam spojrzałyśmy na nią wrogo.
-Przykro mi dziewczyny..Możecie zacząć się pakować..-powiedział i wyszedł z naszego domku, a my nie mogłyśmy uwierzyć w to co sie właśnie stało.
Jeszcze tego wieczoru opuściłyśmy swój domek z walizkami. Pożegnałyśmy sie z Evie i resztą obozu. Został mi jeszcze David. Powiedziałam Pam, że pójdę go znaleźć i zaraz wrócę. Najpierw poszłam do jego domku. Był tam, a to co tam zobaczyłam totalnie mną wstrząsnęło..


4 miesiące później

-Wstawaj lala, bo sie do szkoły spóźnimy.!-usłyszałam, a chwile póżniej poczułam jak ktoś siada obok mnie na łóżku i zdejmuje mi kołdrę z głowy.-No już.. Nie słyszałaś co powiedziałam.?-dodała moja przyjaciółka, a po chwili westchnęła.-No to sama pojadę z Lucasem..-otwarłam szybko oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej. 
-Żartujesz..?! Nie. ! Nie ma mowy.! Ja musze z nim porozmawiać.!-oznajmiłam oburzona. Moja najlepsza przyjaciółka, Pamela, jest dziewczyną mojego kuzyna , Lucasa, od tygdnia a ja dowiedziałam się tego jako ostatnia i to dopiero teraz.! To nie jest fair.! Wstałam błyskawicznie z łóżka i ubrałam się po czym zarzuciłam torbę z książkami na ramię i zeszłam do kuchni, aby zjeść miskę płatków. 
-Nadal jesteś na mnie zła.?-zapytała cicho siadając obok mnie niebieskooka. Spojrzałam na nią spodełba po czym udałam, że myślę.
-Tak.-oznajmiłam oschle i zajęłam się jedzeniem. Nie odezwałyśmy się do siebie aż do momentu kiedy usłyszałyśmy dzwonek. 
-Otworzę.!-zaświergotała wesoło Pamela, a ja przewróciłam teatralnie oczami i założyłam bluzę, po czym ruszyłam w stronę wyjścia. Zobaczyłam jak rozmawiają. Nagle oczy szatyna spoczęły na mnie.
-Bardzo zła..?-zapytał a ja zmarszczyłam brwi i westchnęłam. 
-Odpuszczam wam grzechy, idźcie w pokoju..-mruknęłam po czym uśmiechnęłam się do nich lekko.-Ważne, żebyście byli szczęśliwi i tyle..-westchnęłam i ominęłam ich po czym podeszłam do samochodu mojego kuzyna i usiadłam z tyłu. Zapięłam pas i oparłam głowę o szybę. Po chwili dołączyli do mnie siadając z przodu. 
-Wszystko okej.?-zapytała dziewczyna, a ja zignorowałam jej pytanie.-SAVANNAH.!-powiedziała głośno, a ja aż podskoczyłam ze strachu.
-Tak. To chciałaś usłyszeć?-odburknęłam, a ona spuściła wzrok.
-Przepraszam..-szepnęła podnosząc znowu na mnie swoje oczy.
-Spoko..-odpowiedziałam beznamiętnie patrząc w niewidzialny punkt w oddali.-Możemy już jechać.? Spóźnimy się..-powiedziałam jakby nigdy nic, a już po chwili jechaliśmy w stronę szkoły. 

-Panno White. To jest szkoła. Tutaj się uczymy, a nie śpimy..-powiedziała oburzona nauczycielka, a ja łaskawie na nią spojrzałam. 
-Mhym..Pani wybaczy, Pani Psor..-mruknęłam rozkojarzona, a po chwili poczułam jak ktoś mnie szturcha. Spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam Liliane oraz jej zmartwione spojrzenie. Nagle rozbrzmiał dzwonek, a ja błyskawicznie wstałam z miejsca zarzucając torbę na ramię i opuszczając klasę. Miałam zamiar pójść do toalety, tak też zrobiłam. Stanęłam przed lustrem i spojrzałam w oczy swojego odbicia. 
-Co się ze mną dzieje?-zapytałam sama siebie. Po dłuższej chwili westchnęłam i opuściłam pomieszczenie ruszając w stronę sali od wf, w której teraz mieliśmy mieć lekcje. Przebrałam się w odpowiednie rzeczy, tzn biały podkoszulek i krótkie szorty, a włosy spięłam w koński ogon. Dzisiaj mieliśmy grać w koszykówkę z chłopakami z przeciwnej klasy. Oznaczało to, że zobaczę też i jego. Tylko tego mi teraz brakowało..
-Savannah, obudź sie.-poczułam szarpanie z lewej strony. Ujrzałam łagodną twarz mojej koleżanki z ławki. Spuściłam wzrok.-Wszystko okej ? Jestem tu.. Pamiętaj, że jeśli coś będzie nie tak to możesz mi powiedzieć. Nawet musisz..-uśmiechnęła się do mnie czule, a ja skinęłam głową. 
-Panna White do drugiej drużyny zapraszam.-powiedziała Pani Cambell, nauczycielka wf. Kiwnęłam głową i dołączyłam do swoich. Katie, Lilian, Pamela, Ed, Erick, Tom, Jack i Matt. Jest okej. Spojrzałam na grupę przeciwną. Annie, Sabrina, Cami, Alex, Lou, Will i .. David.. Patrzył na mnie. Za każdym razem kiedy był gdzieś w pobliżu nie odrywał ode mnie wzroku, a kiedy przez przypadek nasze spojrzenia sie spotykały wszystkie wydarzenia sprzed 4 miesięcy wracały i stawały przede mną. Wyglądały tak realistycznie, że za każdym razem bolały tak samo.

Pamela

Nie wiedziałam jak mogę pomóc mojej przyjaciółce.. Była dla mnie jak siostra i nie potrafiłam patrzeć na to jak marnuje swój czas na myślenie o tym co sie wydarzyło i przeżywanie tego. Wiele razy budziła się w nocy z krzykiem i płaczem. Wiem, bo również nie mogłam spać. Męczyło mnie wiele spraw, a zwłaszcza to, że to przeze mnie mogło się to wszystko wydarzyć. W końcu to moja wina, że wróciłyśmy z tego cholernego obozu wcześniej. Nie mogłam sobie tego wybaczyć, ale nie żałowałam tego co zrobiłam Camille. W końcu zasłużyła. Była skończoną suką. 
Sav właśnie biegła w moją stronę. Przejęła piłkę od Will'a i już chciała podać mi, kiedy nagle wpadła na Davida i wylądowała razem z nim na podłodze. Po sali rozniósł się dźwięk gwizdka, a ja w ułamku sekundy znalazłam się przy szatynce. 
-Wszystko w porządku.?-zapytałam, a ona przyłożyła dłoń do czoła i kiwnęła głową. David patrzył na nią, aż w końcu wstał i podał jej rękę. Nie chwyciła jej. Wstała, ale niestety zakręciło jej się w głowie. David bohater.. Gdyby jej nie złapał znowu leżałaby na ziemi. 

Savannah

Otwarłam oczy i podniosłam się błyskawicznie co było błędem, bo świat po raz kolejny zawirował mi przed oczami. Siedziałam u pielęgniarki z woreczkiem lodu na głowie. Nagle przypomniałam sobie co się wydarzyło. Szybko podziękowałam kobiecie za pomoc i opuściłam jej gabinet. To kogo zobaczyłam po wyjściu lekko mnie zdziwiło.
-Co tutaj robisz.?-mruknęłam patrząc na swoje buty i ani na moment nie podnosząc wzroku na niego.
-Powinniśmy porozmawiać, nie sądzisz.?-zignorował moje pytanie, a ja prychnęłam.
-Na to już chyba trochę za późno, nie sądzisz.?-odważyłam się podnieść na niego swoje oczy. Para czekoladowych tęczówek wpatrywała się we mnie z ciekawością.
-Lepiej późno niż wcale..-powiedział i wstał po czym zrobił krok w moją stronę.-To co sie wydarzyło na obozie..-szpnął, a ja zacisnęłam dłonie w pięści po starałam sie uspokoić w duchu, żeby nie uronić ani jednej łzy.-To nie tak jak myślisz..
-Nie.? Wcale nie obściskiwałeś się z Camille.? Wcale nie trzymałeś jej strony.? Ani krzty prawdy w tym nie ma.?-zapytałam z oburzeniem, a on spuścił wzrok.
-Okej było tak, ale.. Camille jest doskonałą manipulatorką i nawciskała mi kitu, że sie mną bawiłaś, a tak naprawdę wyszło na odwrót, co nie.?-westchął, a ja nic nie odpowiedziałam.
-Mogłeś ze mną porozmawiać, a nie iść z nią do łóżka.-odważyłam się powiedzieć po czym wyminęłam go i ruszyłam w stronę wyjścia ze szkoły. Spotkałam tam zdruzgotaną Pam, która najwyraźniej na mnie czekała, ale teraz rozmawiałą przez telefon.
-O już jesteś.? To dobrze. Jak się czujesz.?-zapytała rozłączając się i chowając telefon do kieszeni. 
-Dobrze.-kiwnęłam głową nie mówiąc prawdy, ale lepiej powiedzieć, że jest okej niż tłumaczyć, że najchętniej rozpierdzieliło by się głowę o ścianę.-Idziemy do domu.?-zaproponowałam, a przyjaciółka kiwnęła głową. 
Kiedy tylko weszłam do swojego pokoju od razu położyłam się na łóżku i zaczęłam płakać chowając twarz w poduszce. Byłam sama w domu, bo Pam poszła do kina z Lucasem, a rodzce wyjechali do babci na jakiś czas. Nie mogłam się uspokoić. Cała się trzęsłam i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Nagle mój telefon zaczął dzwonić. Wzięłam go do ręki i rzuciłam nim o ścianę co sprawiło, że rozpadł się na części. Jeszcze bardziej mnie to rozwścieczyło, więc wziełam kolejną rzecz do ręki i rzuciłam nią w dal. Wtuliłam się w pościel i w końcu zmęczona łkaniem usnęłam. Pragnęłam, aby się już nie obudzić, bo bałam się co przyniesie kolejny dzień..
*    *    *

piątek, 19 lipca 2013

§ Rozdział 12. §

*  *  *
-Dzień Dobry. -usłyszałam, a już po chwili obok mnie usiadł David. Cmoknął mnie delikatnie w usta i uśmiechnął się do dziewczyn.-Cześć Pam. Siemka Evie.-dodał, a po chwili wziął widelec i zaczął rozkoszować się smakiem jajecznicy.
-Hej..-odpowiedziałam lekko zaskoczona patrząc na jeszcze bardziej zdziwione dziewczyny. Spojrzałam w talerz i mimo, że śniadanie wyglądało naprawdę apetycznie ja nie miałam ochoty go jeść. Zaczęłam grzebać widelcem w swojej porcji i westchnęłam.
-Wszystok okej.?-zapytał nagle chłopak patrząc na mnie zmartwiony.
-Tak.-posłałam mu lekki uśmiech i spróbowałam przełknąć cokolwiek. Skończyło się na tym, że zjadłam jedynie jogurt i wypiłam herbatę. 
-Pamiętajcie, że o 12 są pierwsze zajęcia ze mną. Idę się przygotować. Do zobaczenia. -powiedział po skończonym śniadaniu odchodząc ze swoją tacą i opróżnionym talerzem. 
-No no, papa.-odpowiedziałam i spojrzałam na dziewczyny.-Idziemy do pokoju.?-zapytałam, a one kiwnęły głową. Posprzątałyśmy po sobie i ruszyłyśmy do naszego tymczasowego miejsca zamieszkania. Kiedy tylko przekroczyłyśmy próg, a ja usiadłam na łóżku usłyszałam:
-Nie.! Ja zaraz nie wytrzymam.! Czy Ty i David jesteście razem.?!-zapytała podekscytowana Pamela, a ja spojrzałam na nią i wzruszyłam ramionami.-Nie wiesz.?! Jak to "nie wiesz".?!-zapytała oburzona, a ja wybuchłam śmiechem. Po chwili dołączyła do mnie również Evie. 
-Spokojnie..-powiedziałam w końcu.- Nie wiem, bo nie pytał mnie o to. Daj nam czas.. Musimy sie poznać lepiej..-uśmiechnęłam się do niej, a ona przewróciła oczami.
-Dziewczyno.! Ty wiesz kto to jest.? To jest David Rodriguez.! Największe ciacho na świecieee.! Model z boskim ciałem, piosenkarz z wspaniałym głosem i chłopak z niesamowitym charakterem. !-tłumaczyła krążąc w kółko po całym domku.
-Ej, bo dziure wydrepczesz..-powiedziała Evie, a ja wybuchłam śmiechem łapiąc się za brzuch i zwijając w kłębek na łóżku.

Weszłam do sali, w której miały odbyć się zajęcia śpiewu i zajęłam wolne miejsce. Z każdą minutą pojawiało się tu coraz więcej osób. Po mojej prawej stronie siedziała Pamela, a po lewej Evie. Byłysmy w pierwszym rzędzie, więc cała reszta siedziała za nami. Nagle drzwi się zamknęły, a na środku stanął on.
-Witam wszystkich.-powiedział, a wszyscy ucichli i zatopili w nim swoje oczy.-Będe prowadził wase zajęcia ze śpiewu i postaram się wam jakoś pomóc mimo, że tak naprawdę się nie znam, więc będę tylko udawał że coś robię..-powiedział, a wszyscy zaśmiali się.-Dobrze, więc kto sie chce pochwalić swoim talentem.?-zapytał i rozglądnął się po wszystkich.- Możee..Savannah.-oznajmił, a ja cała blada wstałam ze swojego krzesła i podeszłam do niego.
-Nie, prosze nie.-wyszeptałam stojąc przodem do niego.
-Dawaj, wiem że dasz radę.-powiedział cicho. Odwróciłam się i spojrzałam na Pamelę, a ona pokazała, że trzyma mocno kciuki.
-Sometimes i drive so fast, just the feel the danger.. But right now i feel like a peace of me is gone. Without you, i can't breathe, i can't do anything at all. Without you i feel lonely But if you are somewhere Just help me. Just help me. Just wait. -zaśpiewałam nie odrywając wzroku od mojej przyjaciółki. Zamilkłam zaciskając dłonie w pięści, a wszyscy z otwartymi ustami zaczęli klaskać. Wszyscy oprócz Camille. Ukłoniłam się i spojrzałam na Davida.
-Wooow.. Chyba to Ty będziesz musiała mi pomóc, a nie ja Tobie..-oznajmił, a kilka osób pokiwało głowami.
-Nie przesadzaj..-odwróciłam wrok lekko zawstydzona.
-Mówię serio.-powiedział i uśmiechnął się, po czym pokazał że mogę wrócić na swoje miejsce.

Po pierwszy zajęciach była krótka przerwa. Poszłam się przebrać i wraz z kumpelami z domku ruszyłam pod salę taneczną. Zajęcia miały być prowadzone przez profesjonalistę, lecz kiedy zobaczyłam chudziutkiego chłopaczka z włosami ściętymi na jeża..Cóż.. Zobaczymy co on takiego potrafi..

*  *  *

wtorek, 16 lipca 2013

§ Rozdział 11. §

*  *  *

-O co tutaj chodzi, hmm.?-warknęłam patrząc na głupiutką blondynkę, która udawała, że nie wie o co chodzi.- Odwal się ode mnie i od Pam.-powiedziałam nabuzowana czując, że jeśli nadal będzie się bronić to po prostu dojdzie do bójki albo po prostu ją pobiję. W końcu uśmiechnęła się chytrze i zatrzepotała rzęskami. 
-Ale o co Ci chodzi.? O Pamcię.. ?-zdziwiła się a po chwili wybuchła śmiechem, chociaż to brzmiało bardziej jakby się krztusiła.. No mniejsza.. Patrzyłam na nią wrogo, a ona usiadła na łóżku i założyła noge na nogę.-Czyżbyś była zazdrosna o swoją psiapsiółkę..?-zapytała drwiąco. Jesteśmy na obozie od 2 dni,  a ona robi wszystko, żeby Pamela nie spędzała ze mną ani minuty dłużej niż naprawdę musi. Próbuje nas skłócić, ale wolę po prostu powiedzieć, że .. Chce abym straciła najlepszą przyjaciółkę. 
-Co..? Języka w gębie Ci zabrakło.?-zadrwiła któryś raz z kolei.-Ja jej nie potrzebuję.. Jest dla mnie nikim, ale odbierając Ci ją zniszczę Ciebie, wiesz.?-uśmiechnęła się do mnie słodko. Nagle usłyszałam trzask, ale nadal nie odrywałam wzroku od Camille.-To może ja was zostawię.-zrobiła minę niewiniątka i zarzucając włosami opuściła nasz domek. Usiadłam bezradnie na łóżku i spojrzałam na Pamelę. Stała trzęsąc się i była.. smutna.?
-Słyszałaś .. ?-zapytałam cicho.
-Mhm..-mrunęła i usiadła przy mnie, a już po chwili wspadłyśmy sobie w ramiona.-Przepraszam..Ja nie wiedziałam..-mówiła płaczliwym głosem, a mi po policzku spłynęła łza.
-Nic sie nie stało. Po prostu więcej tak nie rób..-szepnęłam, a Pamela otarła łzę z mojego policzka.-Nie wiem co bym zrobiła jakbym miała Cię stracić..-powiedziałam smutno.-Od tej pory.. Jesteśmy razem, jasne.!? Nie ma innych dziewczyn tylko my. Forever & always.. 
-Zgadam się.-powiedziała, a ja cmoknęłam ja w policzek. Ogarnęłyśmy się szybko, żeby zdąrzyć na kolację i ognisko. Dzisiaj miał być gość specjalny. To brzmi tak tajemniczo, że aż się boję kogo tu sprowadzą. 

Zatopiona w rozmowie z Pamelą i Evie siedziałam na jednej z ławek przy ognisku. Biło od niego takie ciepło, że każdy siedział w krótkich spodenkach i było mu naprawdę ciepło. Spojrzałam w ogień i westchnęłam. Kochałam ogniska, ale bałam się ognia. Masło maślane, prawda.? Przyczyną tego było to, że..kiedy miałam 9 lat to prawie wpadłam do ogniska koło domu. Prawie się spaliłam, ale i tak mam lekkie poparzenia. Jak sobie to przypomnę to aż ciarki mi przechodzą po plecach..
-Dobry wieczór kochani. !-usłyszałam głos kobiety, który obudził mnie w pewnym sensie. Przeniosłam wzrok z płomieni na Cassandrę, która była na scenie i właśnie zapowiadała nowego gościa. Miał być instruktorem śpiewu, ale miał również bawić się na wakacjach, tak jak my.
-Powitajmyy...Davida Rodrigueza. !-usłyszałam, a moim oczom ukazał sie chłopak. Ten chłopak, którego spotkałam w sklepie z Pam. Zauważył mnie. Znieruchomiał i ja również. Patrzyliśmy sobie w oczy przez dłuższą chwilę. Wszystkie dziewczyny piszczały na jego widok, kilka nawet zemdlało. Już wiedziałam kim on jest.. Jeden z najbardziej znanych muzyków i modeli na całym świecie. Przywitał się odrywając ode mnie wzrok i uśmiechając się czarująco po czym powiedział kilka słów i zaczął śpiewać jedną ze swoich piosenek. Patrzyłam na niego jak zaczarowana, aż w końcu się obudziłam.
-Pamela, Pami..-zaczełam szturchać przyjaciółkę.-To on..! David...Ten ze sklepu..-mówiłam podekscytowana. Sama nie wiem czemu tak zareagowałam, ale niesamowicie się cieszyłam, że on tu jest.
Zaczęłyśmy śpiewać razem z nim jego piosenkę, aż w końcu skończył i nagrodzony gromkimi oklaskami zszedł ze sceny i podszedł do mnie. TAK. Do mnie.
-Cześć Savannah.-uśmiechnął się do mnie, a ja niewiele myśląc przytuliłam go.
-Cześć David.-powiedziałam i poczułam jak mnie obejmuje.-Zbieg okoliczności.?-zapytałam odsuwając się od niego i patrząc jak Pamela go wita.
-Wygląda na to, że tak.-pokiwał głową szczerząc swoje białe ząbki jak głupi do sera. Dżgnełam go lekko palcem w brzuch i zaśmiałam się. Nagle tłum fanek stanął przy nim i podekscytowane zaczęły prosić o autografi i zdjęcia. Spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem, a ja kiwnęłam głową.
-Rozumiem. Zobaczymy się później.-powiedziałam posyłając mu uśmiech i odchodząc z przyjaciółką.

Przekręciłam się na drugi bok, ale nadal nie mogłam zasnąć. Słyszałam cichutkie pochrapywanie Evie oraz równomierny oddech Pameli. Zrezygnowana westchnęłam i wstałam po czym ubrałam trampki i wyszłam po cichutku z domku. Miałam na sobie tylko leginsy i podkoszulek z wizerunkiem Cookie Monster. Błąkałam się po terenie obozu i rozmyślałam. W końcu usiadłam na brzegu jeziora i zaczełam wpatrywać się w odbicie księżyca na spokojnej tafli wody.

>David<

Uffff.. Nareszcie uwolniłem się od nastoletnich fanek, które za wszelką cenę chciały mnie dotknąć, przytulić, poprosić o autograf i zrobić sobie ze mną zdjęcie. To bardzo miłe, ale od pewnego czasu mnie to męczy. To własnie dlatego zgodziłem się, aby być tutaj instruktorem. Chciałem odpocząć, ale okazało się, że niestety i tu są napalone wiecznie dziewczyny. Zmęczony zacząłem podążać w kierunku swojego domku. Nagle zauważyłem postać siedzącą w oddali i przyglądającą się wodzie. Wyostrzyłem wzrok i zauważyłem, że było to Savannah. Ehhh.. Sav. Ona była jedną z niewielu osób, które zauważyły mnie jako zwykłego chłopaka, a nie wielką gwiazdę. Polubiłem ją. W końcu postanowiłem dosiąść siedo niej. Podeszłem powoli i kucnąłem.
-Można się dosiąść.?-zapytałem.
>Savannah< 

-Można się dosiąść.?-usłyszałam nagle co spowodowało, że trochę się wystraszyłam.-Nie bój się mnie.-zaśmiał się cicho David. 
-Jasne, siadaj.-uśmiechnęłam się do niego i poklepałam dłonią miejsce obok siebie. Podciągnęłam nogi pod brodę i westchnęłam cicho.-Dlaczego jeszcze nie śpisz.?-zapytałam zerkając na niego. Uśmiechnął się do mnie siadając obok i zastanowił się chwilę nad odpowiedzą.
-Bo jestem tutaj, z Tobą.-uśmiechną się do mnie tym niesamowitym uśmiechem i spojrzał mi w oczy, a ja zarumieniłam się. Dobrze, że było ciemno, bo przynajmniej jest jakiś cień szans, że tego nie widział. Odwróciłam nagle wzrok i kiwnęłam głową lekko.-A Ty.?-usłyszałam.
-Jakoś nie mogłam zasnąć..-westchnęłam smutno. 
-Co Cię dręczy.?-zapytał łapiąc delikatnie moją dłoń. Spojrzałam na niego i zastanowiłam się. Co tak naprawdę mnie dręczyło.? To, że wakacje spędzam pierwszy raz z dala od rodziny.? To, że mój najlepszy przyjaciel wykorzystuje mnie do tego, aby nie musiał mieć dziewczyny.? A może Camille budzi we mnie jakieś obawy.? Ahh no zapomniałabym jeszcze i konkursach, w których biorę udział i czekam z niecierpliwością na wyniki.? A może tata, który chce abym została modelką w jego firmie.? Może to jest dla mnie zbyt wiele i ja sobie z tym nie radzę.? Sama nie wiem.. Westchnęłam i spojrzałam na niego. 
-Nic.-odparłam kłamiąc, bo nie wiedziałam jak odpowiedzieć.
-Przecież widzę.-powiedział i podniósł mój podbrudek do góry, aby spojrzeć mi w oczy.-Kłamiesz. 
-Wiem.-szepnęłam i wtuliłam się w niego nie chcąc już dłużej drążyć tego tamatu.-Po prostu czuję, że stanie się coś złego i nie mam pojęcia co. Niewiedza mnie boli i to przez nią się boję.-dodałam na koniec, a po chwili poczułam jak David głaszcze mnie po plecach i całuje w głowę. 
-Zobaczysz.. Będzie dobrze..-powiedział, a ja postanowiłam, ze spróbuję w to uwierzyć.-A teraz idź spać. Musisz być wypoczęta na jutrzejszych zajęciach ze mną.-uśmiechnęłam się i skinęłam głową. Podnieśliśmy się z trawy, a ja stanełam na palcach i cmoknęłam go w policzek.-Dziękuję i dobranoc.-powiedziałam i już chciałam odejść kiedy nagle złapał mnie za dłoń i przyciągnął do siebie. Spojrzał w moje oczy a już po chwili nasze usta złączyły się w czułym pocałunku. 
-Śpij dobrze.-powiedział na odchodne a już po chwili zniknął w swoim domku. Również to zrobiłam. Weszłam na paluszkach i ściągnęłam trampki, a już po chwili wtuliłam się w kołdrę. Nadal czułam jego ciepłe i delikatne usta na swoich. To było takie.. Wow.. Ale on przecież miał dziewczynę..Czyśby leciał na dwa fronty.? W końcu jej tutaj nie ma..Może robić co tylko chce.. Postanowiłam, że jutro z nim o tym porozmawiam, a teraz pójdę spać. Nie minęło kilka minut, a ja już spałam. 

*  *  *

niedziela, 14 lipca 2013

§ Rozdział 10. §

*  *  * 
Ten czas minął bardzo szybko, ale to nawet lepiej. Jest właśnie godzina 9, a ja odpoczywam po śniadaniu jednocześnie pakując ostatnie potrzebne mi rzecz na wyjazd. 
-Komórka..?-zapytałam sama siebie, a moja ręka powędrowała do kieszeni.-Jest. Ładowarka.?-spojrzałam do torebki.-Jest..
-Gumki.?-usłyszałam pytanie i zaczęłam szukać, jednak słysząc śmiech mojego kuzyna od razu przestałam. Spojrzałam na niego.
-Jesteś okropny..-mruknęłam niezadowolona zasuwając zamek w mojej walizce.
-Tak, ja też Cię kocham.-powiedział i podszedł do mnie po czym mnie przytulił, a ja mimowolnie się uśmiechnęłam wtulając się w niego.
-Jak prawdziwa, kochająca się rodzinka..-usłyszałam słowa mojego taty, który stał właśnie w drzwiach i uśmiechał się na nasz widok.
-Co nie..?-zaśmiał się Lucas i puścił mnie.-Emm właśnie, Sav kto Cię zawozi na miejsce zbiórki.?-zapytał robiąc dumną z siebie minę.
-Tata.-powiedziałam obojętnie i tym samym go zgasiłam. Spojrzał na mnie miną zbitego psiaka.-Żartowałam, noo...-zaśmiałam się. Wziął moje walizki, a ja torebkę i bluzę i zeszliśmy na dół. Pożegnałam się z rodzicami, a w między czasie Lucas zapakował do swojego samochodu moje bagaże. Kiedy w końcu wydostałam się z uścisków rodziców, wsiadłam do samochodu i pojechaliśmy. Z Pam miałam się spotkać już na miejscu, więc spokojnie pojechaliśmy widząc, że mam jeszcze 40 minut do odjazdu. 
Kiedy już byliśmy na miejscu, Lucas wyciągnął moje walizki i przytulił mnie po czym dał mi buziaka w czoło.
-Uważaj na siebie mała.-powiedział a ja uśmiechnęłam się do niego czule i cmoknęłam go w policzek po czym podeszłam do przyjaciółki, aby przytulić ją na powitanie. 

24 h później. 

Nie mam nic przeciwko jazdą w autokarze, ale 24 godziny to już lekka przesada.! Tyłek mnie boli jak nie wiem co.. Poznałam już kilka osób. Miłą, wesołą Eve, która jest tutaj ze swoją młodszą siostrą, ale jej jeszcze nie miałam okazji poznać. Camille, która jakoś nie podeszła mi do gustu, ale to głównie dlatego, że jest bardzo zadufana w sobie i widzi tylko swój czubek nosa. Dziwnym trafem Pamela jakoś się z nią dogaduje i ciągle z nią rozmawia. Sama nie wiem czy chce tego czy tamta jej nie daje spokoju. Za mną i Pam siedzi 2 chłopaków z naszego rocznika. To właśnie z nimi, z Philip'em i Felix'em, gadałam przez większość czasu. Są bardzo zabawni i zwariowani. Myślę, że będę miała z nimi dobry ubaw na kolonii, ale martwię się tym, że moja przyjaciółka nie chce ze mną za bardzo rozmawiać.. Nie wiem nawet dlaczego.. 

Kiedy byliśmy już na miejscu nie mogłam oprzeć się, żeby nie powiedzieć:
-O ja cież pierdziele...Jak tutaj jest zajebiście..-otwarłam szeroko oczy, które teraz przypominały dwie pięciozłotówki. Rozglądnęłam się w koło. To co widziałam nie przypominało obozu, a raczej wielki hotel tylko dla nas, w którym będziemy rozwijali swoje umiejętności. Była wielka scena, przed którą stało kilkadziesiąt ławeczek, a w oddali widziałam ogromny parki i oczko wodne. Przy samym "obozie" było jezioro, więc można było się spokojnie pochlapać, haha. Mieliśmy mieszkać po 3 lub 4 osoby w domku. Pamela chciała wziąć do naszego Camille, ale ja się nie zgodziłam, więc w końcu przystałyśmy na pomysł, aby wziąć Sarah, która jest uprzejmą, wesołą i trochę zamkniętą w sobie dziewczyną. Była o rok starsza od nas, ale dobrze czułyśmy się w jej towarzystwie. Można było jej powiedzieć o wszystkim, a ona pomogła i zatrzymała to dla siebie. Rozpakowaliśmy się i musiałyśmy iść na krótki wstęp, który miał się odbyć właśnie na scenie, którą widziałam. Usiadłyśmy tuż przed nią, w pierwszym rzędzie. 
-Przepraszam..-powiedziała nagle Pamela. Spojrzałam na nią zdziwiona.- Po prostu..Muszę Ci o czymś powiedzieć..-dodała i spuściła wzrok. Nie wiedziałam zupełnie co mam powiedzieć, więc w końcu ją przytuliłam i patrzyłam na to co dalej będzie się działo na scenie.

*  *  *

piątek, 12 lipca 2013

§ Rozdział 9. §

*  *  *

Minął miesiąc od kiedy Pamela się wprowadziła i wszystko jest wprost idealnie. Dzisiaj mamy spotkać się około godziny 15, żeby wyjść na zakupy. Musimy kupić sobie duużo nowych ciuchów, bo jak się okazało wyjeżdżamy razem na obóz, którego motywem przewodnim jest, albo raczej są, nasze talenty. W sumie to nasi rodzice postanowili, aby nas tam wysłać, ale my nie miałyśmy nic przeciwko temu. Wręcz przeciwnie. Miałyśmy zamiar uczyć się tam, ale i dobrze bawić. Tak sobie postanowiłyśmy i bardzo często rozmawiałyśmy o tym wyjździe, a ja coraz bardziej się niecierpliwiłam.
Z zamyślenia wyrwało mnie pukanie do drzwi.
-Otworzę.!-krzyknęłam, aby Lucas czasem nie próbował wstawać, chociaż to było mało prawdopodobne. Pociągnęłam za klamkę, a moim oczom ukazała się uśmiechnięta od ucha do ucha nastoletnia dziewczyna, w kolorowej sukience w kwiaty.-Hej sweety.-powiedziałam wiatając przyjaciółkę i wpuszczając ją do środka.
-Czyżbyś jeszcze nie była gotowa.?-zapytała uśmiechając się i mierząc mnie od stóp do głowy, a ja zrobiłam zakłopotaną minę po czym spojrzałam na nią.
-Emmm..Być może.-przygryzłam nerwowo dolną wargę po czym zaśmiałam się.-Daj mi 10 minut.-powiedziałam i popędziłam do swojego pokoju.

>Pamela<

-No to zostałam sama.-szepnęłam cicho pod nosem i westchnęłam po czym skierowałam się w stronę salonu, aby usiąść i poczekać tam na Sav. Kiedy jedna była u drugiej, zawsze czułyśmy się jak w swoim domu. Już nawet do jej mamy mówiłam ciociu. Tak smao było jeżeli chodziło o nią. To było takie normalne. Nagle do salonu wparował Lucas w samych bokserkach. Szybko zasłoniłam oczy dłonią i odwróciłam się w inną stronę.
-Zlituj się..!-powiedziałam marszcząc delikatnie nosek co w moim wykonaniu było bardzo urocze.-Nie mogłeś się ubrać.?-jęknęłam nadal nie patrząc w jego stronę. Zaśmiał się widząc moją reakcję.
-Oj no weeź.. Nie wiedziałem, że jesteś.-powiedział rozbawiony, a po chwili poczułam jak siada obok mnie.-Ale skoro już i tak mnie widziałaś to co to za różnica czy się ubiorę czy nie.?-zapytał, a ja westchnęłam.
-Po prostu się ubierz.-oznajmiłam mając nadzieję, że to zrobi.  
-Nie.-usłyszałam w zamian. Ochhh.. Jaka ja byłam głupia, tak okropnie się łudząc. Spojrzałam na jego twarz i zobaczyłam tak doskonale znany mi cwany uśmieszek. Coraz częściej miałam ochotę zerwać go z jego twarzy. 
-Jesteś okropny.!-powiedziałam udając oburzenie. Zatopił we mnie swój wzrok. Nie przestawał tak przez kilka minut.-Co.?-zapytałam w końcu lekko zniecierpliwiona.
-Ależ ja Cię pociągam..-oznajmił znowu się uśmiechając, a ja wzięłam poduszkę i lekko go nią uderzyłam.
-Chyba upadłeś na głowę. I to bardzo mocno.-zaśmiałam się chociaż tak naprawdę.. było w nim coś takiego co mnie przyciągało, ale to samo czuło do niego wiele innych, ładniejszych dziewczyn, a olewał każdą z nich, więc ze mną tym bardziej by tak było. Przewrócił oczami, a ja go lekko szturchnęłam. 
W tym momencie do salonu weszła Savannah, a ja momentalnie podniosłam się z kanapy i podeszłam do niej.
-No nareszcie..-powiedziałam stając za nią i kładąc dłonie na jej plecach.-A teraz idziemy.-dodałam i popchnęłam ją w stronę drzwi, aby po chwili zamknąć je z hukiem.
-Co w Ciebie wstąpiło.?-spojrzała na mnie rozbawiona, ale i zdziwiona.
-Nie nic. Po prostu musimy już iść.-powiedziałam jakby nigdy nic i zaczęłam iść w stronę Centrum Handlowego. 

>Savannah<

Minęło już kilka godzin. Odwiedziłyśmy już chyba z tysiąc sklepów i nadal nic nie kupiłyśmy. Nagle weszłyśmy do mojego ulubionego sklepu. Pierwsze co wpadło mi w oko to była piękna, kwiecista sukienka, którą bez chwili namysłu wzięłam, a już po chwili zniknęłam z nią w przymierzalni. Kiedy już ją założyłam wyszłam, aby pokazać się Pam.
-I jak.?-zapytałam, a kiedy dziewczyna spojrzała na mnie nie mogła nic z siebie wydusić.
-Idealnie.-usłyszałam opinię, jednak nie był to głos mojej przyjaciółki. Spojrzałam w prawo i ujrzałam dość wysokiego i mega słodkiego chłopaka.-Naprawde.-dodał uśmiechając się do mnie. Nie bardzo wiedziałam co powiedzieć.
-Dziękuję..-udało mi się wkońcu wydusić. Przyglądałam się mu przez chwilę i stwierdziłam, że przypomina mi kogoś, ale nie miałam zielonego pojęcia kogo. Odsunęłam te myśli na bok.-Jestem Savannah, a to moja przyjaciółka - Pamela.-przedstawiłam siebie i kumpele po czym wyciągnęłam dłoń w jego stronę.
-Ja jestem David. Miło mi.-oznajmił i ucałował najpierw moją dłoń, a później dłoń Pameli. Mmm.. Dżentelmen. Nagle nasze spojrzenia się skrzyżowały, a ja się lekko zarumieniłam. Zawsze tak miałam, kiedy ktoś patrzył mi prosto w oczy.
-Daviii...!-usłyszałam przerażający pisk, aż zęby mnie zabolały. Po minie Pam wywnioskowałam, że doznała podobnego uczucia co ja. Nagle naszym oczom ukazała się prześliczna blondynka. Złapała chłopaka za rękę i wtuliła się w niego.-Co Ty tu tak długo jesteś.? Miałeś powiedzieć mi jak wyglądam, a Ty mi uciekłeś..-powiedziała swoim piskliwym głosikiem. Skrzywiłam się lekko, ale po chwili próbowałam się uśmiechnąć.
-Emmm..Ja już będę lecieć..-powiedział lekko zakłopotany.-Cześć.-powiedział.
-Jasne.-oznajmiłam i spojrzałam na niego wzrokiem pełny zrozumienia po czym się uśmiechnęłam.
-Hej.-odpowiedziałam równo z Pam, a on odszedł wraz ze swoją, prawdopodobnie, dziewczyną.
-Jejku.. Chcę mieć takie nogi jak ona..-rozmarzyła się Pam, a ja jej przytaknęłam. Weszłam do przymierzalni, aby zdjąć sukienkę. Poszłyśmy za nią zapłacić, ale po drodze jeszcze dobrałam bardzo ładne buty i torebkę. 10 minut później opóściłyśmy sklep podążając do kolejnego. Tym razem kupiłyśmy o wiele więcej ciuchów. Bluzki, spodnie, szorty, sukienki i wiele innych. Tym razem wychodząc ze sklepu byłyśmy obładowane torbami i siatkami. Stwierdziłyśmy, że czas wrócić do domu.
Już pod swoim ogrodzeniem pożegnałam się z Pami. Miałyśmy się zobaczyć dopiero za 2 dni, czyli w dzień wyjazdu na "obóz". Weszłam do domu wiatjąc domowników głośnym "Już jestem.!" po czym poszłam do swojego pokoju. Nie opłacało mi się pakować nowych ubrań do szafy, bo i tak zaraz miałyśmy wyjeżdżać. Wyciągnęłam walizkę i spakowałam te nowe rzeczy, bo stwierdziłam, że nie będę w nich chodzić, aż do czasu wyjazdu. Po niecałej godzinie poszłam wziąć prysznic, a następnie wróciłam do pokoju i usiadłam na łóżku. Zaplotłam włosy w warkocza i westchnęłam. Opadłam bezwładnie na łóżko, a po chwili zaczęłam myśleć i wspominać. Spojrzałam na ścianę, na której wisiało oprawione zdjęcie z wakacji. Byli na niej, od lewej: Burak, Turkiz, ja, Pamela, Kadir, Kaan. W tle było widać basen, a każda osoba na zdjęciu była uśmiechnięta od ucha do ucha. Na drugim zdjęciu trochę niżej po prawej stronie byłam ja, Pamela, Vanessa i Melanie. Na trzecim zdjęciu byłam ja i Lucas. Siedziałam mu na plecach. Byłam niesamowicie szcześliwa, a na głowie miałam koronę. Było to w moje 14 urodziny. Było jeszcze jedno zdjęcie, ale ono stało na szafce obok łóżka. Byłam na nim ja i Jake. Siedziałam mu na kolanach i dawałam buziaka w policzek, a on uśmiechał się obejmując mnie jedną ręką, a drugą trzymajac na moim kolanie. Zdjęcie zrobione przez Philipa (naszego kolegę) 6 maja tego roku. W urodziny Jake'a. To właśnie w ten dzień pogodziliśmy się po jednej z naszych licznych kłótni, a teraz znowu się do siebie nie odzywamy.. Czasami mam już dość tego jak zachowujemy się w stosunku do siebie.. Nagle zmieniłam zupełnie temat moich rozmyśleń. Przypomniałam sobie chłopaka ze sklepu i jego piękne, czekoladowe oczy. Nadal nie wiedziałam skąd go kojarzę, jednak nadal nie mogłam przestać o tym myśleć. W końcu wyczerpana po całym dniu zasnęłam chcąc się obudzić dopiero za dwa dni.
*  *  *

czwartek, 11 lipca 2013

§ Rozdział 8. §

*  *  *

Smacznie spałam, kiedy nagle obudził mnie przerażający i głośny klakson jakiegoś samochodu z zewątrz. Otwarłam ledwo oczy i spojrzałam na godzinę. Było coś koło 13. Przeciągnęłam się lekko i wstałam z łóżka, aby po chwili podejść do okna i zobaczyć co się tam dzieje. Wielki samochód pracujący dla tych od przeprowadzek zatrzymał się przed domem obok, a 4 umięśnionych facetów zaczeło wyciągać meble oraz kartony i zanosić je do środka. 
-Ktoś się wprowadził, co.?-usłyszałam za placami słowa, które bardzo mnie wystraszyły. Same w sobie nie były straszne, ale chwila, w której zostały wypowiedziane się liczy. Byłam sama w pokoju, a tu nagle słyszę, że ktoś coś do mnie mówi..
-Tak, chyba tak.-powiedziałam patrząc na Lucasa. Teraz zdałam sobie sprawę z tego, że jest w samych bokserkach, więc szybko zasłoniłam oczy i odwróciłam się do niego plecami.-Weź człowieku zlituj się i uchroń mnie od ślepoty.!-zaczęłam krzyczeć, chociaż tak naprawdę to tylko się z nim droczyłam. Był bardzo przystojny i miał niezwykłe powodzenie u dziewczyn, ale żadnej nie chciał. Czasami zastanawiałam się z koleżankami czy czasami nie jest gejem, ale jakoś nie miałam odwagi nigdy go o to zapytać. Podszedł do mnie od tyłu i przytulił mnie przylegając do mnie całym ciałem, a ja zaczęłam się wyrywać ledwo powstrzymując się od śmiechu. W końcu mnie puścił, a ja ciągle próbując uciec po prostu zachwaiałam się i wylądowałam na łóżku. Zaczął się ze mnie śmiać, a ja spojrzałam na niego groźnie i wstałam podwijając rękawy do góry.
-Och..Jaka Ty groźna jesteś..Już się boję.-powiedział przykładając ręce do policzków. Chciał tym przekazać jak bardzo się boi. Zaczełam biec w jego stronę, aby mu przywalić, ale jakoś nie wyszło i po prostu mnie przytulił. Już miałam coś powiedzieć, kiedy on mnie wyprzedził.
-Kocham Cię młoda.-te słowa sprawiły, że jakoś tak poczułam takie ciepło i zamiast zacząć się wyrywać po prostu się wtuliłam w jego ramiona.
-Ja Ciebie też.-powiedziałam uśmiechajac się i chyba to wyczuł, bo również się uśmiechną. Spojrzałam na jego twarz i rzeczywiście, nie myliłam się.-Dobra, ale teraz to już mnie puść, bo muszę się ubrać i iść ogarnąć kto się wprowadza.
-Jasne.-kiwnął głową, a po chwili wyszedł z mojego pokoju. Ubrałam się i spięłam włosy w koński ogon. Zrobiłam lekki make up i zeszłam na dół. 
-Ooo.. Doskonale, że jesteś. Upiekłam ciasto dla nowych sąsiadów. Zaniosłabyś im.?-zapytała moja mama. No tak..Mama i te jej zwyczaje..Westchnęłam i kiwnęłam głową po czym odebrałam pyszne ciasto z brzoskwiniami i wyszłam z domu. Już kilka kroków dalej stałam przed drzwiami nowych mieszkańców tego domu. Zapukałam, a już po chwili drzwi otwarła mi mloda kobieta z jasnymi włosami. 
-Dzień dobry..-przywitałam się posyałając nowej sąsiadce promienny uśmiech.-Mieszkam tu obok. Moja mama ma zwyczaj witania ciastem nowych mieszkańców naszych okolic..-zaśmiałam się razem z kobietą.
-Proszę, wejdź do środka. -uśmiechnęła się do mnie, a ja miałam wrażenie, że kiedyś ją już widziałam. Zrobiłam to co powiedziała.-Mogłabyś położyć ciasto w kuchni.?-zapytała uprzejmie.
-Oczywiście.-powiedziałam i tak też zrobiłam. Kiedy już miałam wyjść z kuchni wpadłam na kogoś. Chyba była to dziewczyna. Niewiele widziałam, bo trzymała kilka kartonów. 
-Emm.. hej. Pomogę Ci.-powiedziałam i wzięłam te pudełka, aby położyć je na blacie. Odwróciłam się przodem do niej i .. zamarłam..
-AAAAAAA!!!-zaczełyśmy piszczeć, a już chwile potem wpadłyśmy sobie w ramiona.
-Pamela.!-piszczałam wniebowzięta.
>Pamela<

No i już jesteśmy w dowym domku..Pakowanie prawie skończone, ale tata prosił mnie, żebym postawiła jeszcze kilka kartonów w kuchni na szafce. Wzięłam je i zaczęłam się kierować w stronę wejścia do tego pomieszczenia, kiedy nagle wpadłam na kogoś. Niestety nie widziałam kto to był i już chciałam coś powiedzieć, kiedy nagle ta osoba mnie wyprzedziła. Wzięła ode mnie kartony, a ja nie wierzyłam, że to naprawdę ona. Kiedy odwóciła się w moją stronę nie miałam już ani cienia wątpliwości. Zaczęłyśmy piszczeć i przytulać się.
-Pamela.!-powiedziała głośno, a ja myślałam, że to co sie dzieje jest snem.
-Uszczypnij mnie, bo nie wierzę, że tu jesteś.-powiedziałam, a dziewczyna mnie lekko uszczypnęła. -Ała.! Żartowałam głupku.-zaczęłyśmy się śmiać i ponownie się przytuliłyśmy. Zaczęłyśmy rozmawiać jak najęte, aż w końcu musiałyśmy się pożegnać, bo ja musiałam skończyć się pakować, a Sav musiała iść na obiad. Usiadłam na blacie w kuchni i zaczęłam się zastanawiać jak to wszystko jest możliwe.

Cały wieczór spędziłyśmy razem na rozmowie i próbowałyśmy racjonalnie wytłumaczyć sobie nawzajem jak to możliwe, że nasi ojcowie pracowali razem, a my się nie domyśliłyśmy. Mimo wszystko byłyśmy szczęśliwe, że mieszkamy obok siebie. Miałam przeczucia, że te wakacje będą najlepsze w moim dotychczasowym życiu. 

*  *  * 

środa, 10 lipca 2013

§ Rozdział 7. §

*  *  *
Biegłam. Nie wiedziałam dokąd, ale chciałam uciec przed tym co przed chwilą zobaczyłam. Nie wiem czy mnie to przeraziło, obrzydziło czy wywołało jeszcze inne emocje, ale po prostu wiedziałam, że nie powinnam zostać w tamtym miejscu, ani minuty dłużej. W końcu zmęczona oparłam się o jakiś mur i zjechałam po nim w dół podkulając nogi i chowając twarz we włosach. Zaczęłam się cała trząść chociaż nie było mi zimno. Wręcz przeciwnie. Czułam jak się duszę, bo było mi tak gorąco. 
Nagle obudził mnie dźwięk głupiej piosenki heavy metalowej-był to budzik. Tak się wystraszyłam, że spadłam z łóżka krzycząc i wylądowałam na miękkim, brązowym dywaniku wymiarów 1,5 m x 2 m. Podniosłam się nie do końca kojarząc co się tak właściwie stało i przetarłam oczy. Rozglądnęłam się w koło i dopiero wtedy do nie dotarło..Jestem w domu.
Kiedy już się ubrałam zeszłam na dół, aby zjeść śniadanie. Wszyscy jeszcze spali. Podeszłam do lodówki i otwarłam ją po czym oparłam się o jej drzwi i podrapałam się po głowie widząc jak wielka, mrożaca szafa świeci pustkami. Wtedy przypomniałam sobie kto wymyślił takie określenie na lodówkę. Uśmiechnęłam się pod nosem i zamknęłam ją popychając drzwiczki biodrem. Wzięłam pieniądze i poszłam do najbliższego marketu, aby zrobić zakupy. 
Krążyłam między półkami z jedzeniem myśląc co mogłabym zrobić na śniadanie i co będziemy jeść na obiad. Kupiłam jakieś owoce, warzywa, makaron, margarynę, serki, jogurty, jakieś szynki i ser żółty. Później poszłam wziąć jakiś chleb i ciastka do kawy dla rodziców. Podeszłam do kasy i zapłaciłam za wszystko po czym obładowana siatkami skierowałam się w stronę wyjścia. Nie zauważyłam nawet jak wpadłam na kogoś. 
-Ej, pobudka.!-zaśmiał się widząc jaka jestem zamyślona. Otrząsnęłam się i spojrzałam na ową osobę. Był to Jake. Uśmiechnęłam się na jego widok i puszczajac wszystkie siatki rzuciłam mu się na szyję. 
-Jejciuuu, ale ja za Tobą tęskniłam.-powiedziałam na co on zaśmiał się i położył swoje ręce na moich biodrach. 
-Na pewno nie tak bardzo jak ja za Tobą.-oznajmił z taką pewnością uśmiechając się do mnie promiennie. Pocałował mnie w policzek i przyglądnął się dokładnie.-Ale Ty się opaliłaś..A tak po za tym.. Ładnie wyglądasz.-puścił mi oczko, a ja zaśmiałam się.
-Spotkamy się później flirciarzu.?-zapytałam ruszajac zabawnie brwiami.
-Jasne. Gdzie i kiedy Savi.?-wyszczerzył się. Uwielbiałam jak ktoś tak do mnie mówił, a był jedyną osobą, która tak mnie nazywała. 
-Może tam gdzie zwykle około..Hmmm..15.?-zaproponowałam. Kiwął głową na znak, że się zgadza i pożegnał się ze mną mówiąc, że musi kupić zapasy, bo kumpel wpada do niego na noc filmową. Również mnie zaprosił, ale stwierdziłam, że nie będę im przeszkadzać. W końcu miał to być męski wieczór. Ja bym psuła cały nastrój. Wzięłam wszystkie siatki i ruszyłam do domu. 
Kiedy przekroczyłam próg zamykając drzwi pupą zauważyłam, że nadal wszyscy śpią. Poszłam do kuchni rozpakować zakupy i wzięłam się za robienie naleśników. Wszyscy u mnie w domu je kochali. Zrobiłam ciasto jak to robiłam kiedyś w każdą pierwszą niedzielę miesiąca i zaczełam smażyć placuszki. Efekt końcowy był taki, że na stole były 4 talerze, a na każdym po dwa naleśniki polane syropem czekoladowym. Obok każdej porcji stał kubek kakao. 
-Mmmm..Co tak bosko pachnie.?-usłyszałam za plecami. Odwróciłam się i zobaczyłam mojego tatę, który już po chwili dorwał się do swoich naleśników. Po chwili dołączyła do niego mama.
-A gdzie ten śpioch.? Czyśby jeszcze nie wstał.?-zapytałam sama siebie. W końcu postanowiłam pójść po niego. Stanęłam przed jego drzwiami i kładjąc jedną dłoń na klamce zapukałam po czym weszłam do środka. Zobaczyłam ogromny bałagan, a w tym wszystkim Lucasa śpiącego jak niemowlak na swoim łóżku. 
-Lucas.! Wstawaj.!-krzyknęłam rozbawiona uderzając go lekko poduszką.-Śniadanie na stole.!-dodałam widząc, że nic go to nie ruszyło. 
-Co dzisiaj jemy.?-zapytał nadal udając, że śpi.
-Naleśniki.-powiedziałam po czym przygryzłam dolną wargę próbując powstrzymać się od uśmiechu. 
Natychmiast otwarł oczy i wstał z łóżka zrzucając z siebie stertę ubrań, a już po chwili zniknął z pokoju. Zaśmiałam się cicho po czym zeszłam na dół i dołączyłam do rodzinki. Hmm no to może teraz taki krótki rysopis najważniejszych ludzi w moim życiu. Richard-mój tata ma 42 lata i pracuje jako kierownik w jakieś dużej, popularnej firmie modelingowej. Zawsze chciał, abym gdy dorosnę została jedną z jego modelek, ale mnie to nie kręciło mimo, że mogłaby być ze mnie niezła modelka. Cynthia-moja mama (39lat), która aktualnie jest dyrektorką przedszkola w naszej okolicy. Uwielbiała dzieci, dokładnie wszystkie i powiem szczerze, że wspaniale się z nimi dogaduje. Lucas-mój najukochańszy pod słońcem kuzyn, który ma 19 lat i jest ogromnym bałaganiarzem. Jego rodzice mieszkają we Włoszech, a on stwierdził, że nie wytrzymałby bez mojego codziennego widoku i postanowił zostać i zamieszkać z nami. Serio. Chociaż ja uważam, że nudziłby się tam, bo nie miałby nikogo komu mógłby dokuczać. Ale cieszę się, że jednak z nami jest.
Gdy wszyscy już opróżnili swoje talerze postanowiłam pozmywać, ale moja mama od razu wstała.
-Nie. Wystarczy, że zrobiłaś wyśmienite śniadanie. Ja pozmywam.-oznajmiła posyłając mi lekki uśmiech. Westchnęłam i kiwnęłam głową po czym ruszyłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi i usiadłam na łóżku po turecku. Wyciągnęłam laptopa, aparat i kabel USB, aby zgrać zdjęcia z wakacji. Kiedy już się przesłały włączyłam pokaz slajdów, aby przypomnieć sobie wspaniałe chwile spędzone tam.

>Pamela<

Po powrocie do domu jakoś nie mogłam spać w swoim pokoju. Było mi ciężko z myślą, że kiedy wstanę, ubiorę się i wyjdę to nie będę mogła wejść do basenu. Nie zobaczę Savannah ani Kadira. Jasne, że mogę iść na plażę i spacerować brzegiem morza, ale po co.? To nie to samo co w Turcji. 
Zjadłam śniadanie i wyszłam, aby przejść się ze znajomymi i porozmawiać. Musiałam oderwać się od wspomnień, bo to tylko wspomnienia. To co było już niestety nie wróci. 
Kilko godzin później, kiedy wróciłam do domu, zobaczyłam rodziców, którzy krzątali się po wszystkich pomieszczeniach pakując do różnych pudeł poszczególne rzeczy. Patrzyłam na nich zdezorientowana, aż w końcu dałam za wygraną.
-Co wy robicie.?-zapytałam odkładając klucze na stolik i ściągając trampki w przedpokoju.
-Pakujemy się.
-To to ja widzę..-westchnęłam i usiadłam na sofie w salonie.-Ale dlaczego.?-zadałam kolejne pytanie nie odrywając wzroku od mojej mamy.
-Wyprowadzamy się.-powiedziała uśmiechając się do mnie i kontynuując poprzednią czynność.-Współ pracowanik taty zaproponował nam, abyśmy zamieszkali w domku obok nich, ponieważ będzie im tak lepiej  pracować, a na dodatek jest tam kilka ciekawych szkół, w których mogłabyś rozwijać się muzycznie i sportowo, ale nie tylko.-puściła mi oczko.
-Nie mogę tak po prostu zostawić tego miasta i moich przyjaciół.-powiedziałam lekko oburzona, ale wiedziałam, że skoro tak postanowili to już nic nie zmieni ich zdania. Zrezygnowana wstałam i zaczęłam się kierować w stronę swojego pokoju.-Pójdę się spakować..
-Dobrze, bo wyjeżdżamy jutro o 12. Musisz być już gotowa.-oznajmiła spokojnie nie przerywając pakowania.
-CO ?! Jak to ?!-krzyknęłam.-Nie zdążę się pożegnać..-szepnęłam cicho do końca załamana.
-Pożegnasz się przez facebooka czy jakie tam macie inne portale społecznościowe, a teraz już idź.-powiedziała. Zrobiłam tak jak kazała i zaczęłam się pakować. Po kilku godzinach zasnęłam w pokoju pełnym pudeł i walizek. Śnił mi się nowy dom, który okazał się o wiele lepszy niż ten tutaj..

*  *  *

wtorek, 9 lipca 2013

§ Rozdział 6. §

*  *  *
Nadszedł ten dzień.. Dzień, w którym muszę się z wszystkimi pożegnać i wrócić do swojego nudnego i parszywego życia. Spojrzałam w lustro, a po moim policzku spłynęła jedna łza, którą błyskawicznie otarłam. 
-Ładnie wyglądasz.-powiedział mój tata. Ponownie popatrzyłam w kawałek szkła mierząc się wzrokiem od czubka głowy przez pas aż po czubki butów. Faktycznie nie wyglądałam źle. Przez ten tydzień zauważyłam u siebie ogromną zmianę. Wyładniałam, wydoroślałam i myślę, że zmądrzałam. Pozjałam wiele osób, które zmieniły mój pogląd na niektóre rzeczy. Jestem im za to ogromnie wdzięczna. 
-No to idziemy.-powiedziałam cicho sama do siebie i wyszłam z pokoju zostawiając w nim moich rodziców z walizkami. Ruszyłam na dół i w końcu zatrzymałam sięw lobby. Zobaczyłam zdruzgotaną Pamelę. Łzy same cisnęły mi się do oczu. Nie mogłam wydusić ani słowa, chociaż chciałam powiedzieć naprawdę dużo. Po prostu podeszłyśmy do siebie i wpadłyśmy sobie w ramiona dając upór emocją. 
-Kochana.. Będę cholernie tęsknić.. Już tęsknię..-mówiłam jej do ucha przytulajac ją do siebie najmocniej jak potrafiłam.-Obiecaj, że o mnie nie zapomnisz..-dodałam jeszcze ciszej, aby tylko ona mogła usłyszeć.

>Pamela<

-Obiecaj..-usłyszałam z ust przyjaciółki. Tak. Właśnie tak ją traktowałam. Mimo tego, że znamy się zaledwie tydzień, nie mogłam się z nią rozstać. Nie potrafiłam. Złapałam ją za rękę i spojrzałam w jej smutne, zapłakane oczy.
-Obiecuję. Ale Ty także obiecaj mi to samo.-powiedziałam łamiącym się głosem.
-Obiecuję. Przysięgam. Na wszystko.-powiedziała i ponownie się do siebie przytuliłyśmy. 
-Idziemy pożegnać się z resztą.?-wyszeptałam w końcu z trudnością na co ona kiwnęła głową ocierając swoje łzy z policzków. Obie próbowałyśmy być silne, ale nie udawało nam się to. Płacząc i trzymajac się za ręce maszerowałyśmy przed siebie, aby pożegnać się ze znajomymi. Pierwszą osobą, na którą wpadłyśmy był Burak. 
>Savannah<

Spojrzałam w jego ciepłe oczy pełne zdziwienia i otarłam kolejną łzę. 
-To właśnie dziś.. Wracam do domu..-wyszeptałam czując ogromną gulę w moim gardle. Nie powiedział nic tylko mocno mnie przytulił i pogłaskał po plecach, aby później złożyć na moim policzku czuły pocałunek. Rownież cmoknęłam go w policzek.
-Będę tęsknić.-powiedziałam.
-Ja też księżniczko.-usłyszałam, a kolejna porcja łez spłynęła po moich policzkach. Poźniej Pam się z nim pożegnała i odeszłyśmy trzęsąc się lekko. W końcu zobaczyłyśmy Kaana, Kadira i Turkiza..Ja podeszłam do Turkiza, a Pam do Kadira. 
-Wracam..Wracam do domu..-wyjąkałam ze łzami w oczach patrząc na niego, a on posmutniał i przytulił mnie tak jakby bał się mnie puścić.-Będę tęsknić..-dodałam ostatkami sił.
-Nie mów tak..-powiedział gładząc moje włosy, aby mnie odrobinę uspokoić.-Jeszcze się zobaczymy. Nie raz.. Obiecuję Ci to.-mówił spokojnym głosem, ale czułam, że on też będzie tęsknił. 

>Pamela<

Nie mówiąc nic wtuliłam się w niego. Doskonale wiedział dlaczego jestem smutna. Tulił mnie bujając się ze mną delikatnie w celu zgaszenia moich emocji. Odsunął mnie delikatnie i spojrzał na moją twarz. Otarł łzy, które co chwile spływały po moich policzkach. Po chwili znowu mnie przytulił. 
-Ciiii..Spokojnie..Ciii..-szeptał mi czule do ucha wiedząc, że jest mi naprawdę ciężko.
-Będę tęskniła za Tobą, Kadir.-powiedziałam wprost patrząc w jego oczy, a on nic nie mówiąc pocałował mnie w usta. Szok mnie tak sparaliżował, że nie wiedziałam co mam zrobić, ale w końcu zamknęłam ozy i odwzajemniłam jego pocałunek. 
>Savannah<

-Trzymaj się jakoś..-dodał i cmoknął mnie czule w usta, a ja niewiele myśląc po prostu odwzajemniłam jego pocałunek. Nie znaczył on dla mnie tego, że dawał mi nadzieję. Było to proste pożegnanie. Pożegnanie kogoś kogo już nigdy więcej nie zobaczę. Na koniec przytuliłyśmy jeszcze Kaana i odeszłyśmy ponownie łapiąc się za ręce. 

-Wstawaj. Ejj wstawaj już.-słyszałam głos Eddie'go, który delikatnie mną potrząsał.-Jesteśmy już na lotnisku.-dodał, a ja otwarłam oczy i podniosłam się jak poparzona. Wyjrzałam przez szybę autokaru i po chwili opadłam bezwładnie na fotel. Oczy piekły mnie nie miłosiernie. Powód.? Litry wylanych łez przy pożegnaniu. Nie widziałam ich dopiero dwie godziny, a czuję jakby były to dwa lata..
*  *  *
Bardzo smutny rozdział, prawda.? Ja sama przy nim płakałam : c Dedyk dla Pameli (Pauliny) <3

§ Rozdział 5. §

*  *  *
Obudziłam sie, kiedy przez okno wpadały pierwsze promienie słońca i delikatie muskały moją skórę. Przeciągnęłam się niczym młody, rozespany kociak i wstałam. Moich rodziców już nie było. Zastanowiłam się gdzie mogli się podziać, ale przypomniałam sobie, że pojechali na wycieczę całodniową z rodzicami Eddiego i Nessy. Westchnęłam i podeszłam do swojej szafki. Schyliłam się i otwarłam ją po czym zaczęłam szukać czegoś co mogłabym ubrać. Już 20 minut później byłam gotowa. Włosy wyprostowałam i zostawiłam luźno, ale grzywkę spiełam żabką na czubku głowy. Spojrzałam w lustro i uśmiechnęłam się widząc swoje odbicie. Założyłam okulary na czubek nosa, a na nogi ubrałam vansy. Zerknęłam na zegarek, a już po chwili chowałam kartę wraz z kluczem do kieszeni i zamykałam drzwi za sobą. Ruszyłam w stronę lobby z nadzieją, że może spotkam tam Pam. Nie myliłam się.
-Hej słoneczkoo.-przywitałam ją ciepło dając po chwli buziaka w policzek.
-No hej hej.-odpowiedziała wesoło odwzajemniając gest.-Idziesz na obiad.?-zapytała nagle na co kiwnęłam głową.
-Idziemy razem, prawda.?-uśmiechnęłam się przyjaźnie i ruszyłyśmy razem na jadalnię. Tym razem zjadłam roladkę z kurczaka. W środku miała ser i pieczarki. Mmmm.. Pychotka. Do tego było jeszcze Piurre i pomidorek. Pamela skusiła się również na to mięso, ale do tego wzięła frytki i jakąś sałatkę. Do picia każda z nas miała zimnego Sprite'a. Zaczęłyśmy jeść, kiedy nagle obok mnie usiadł Turkiz, a obok Pameli Kadir.
-Możemy się przysiąść.?-zapytali jednocześnie, na co my sie zaśmiałyśmy.
-Jasne.-oznajmiła moja kumpela, a ja z ciekawości rozglądnęłam się w koło. Było kilka wolnych stolików, więc dlaczego usiedli przy nas.? Ciekawe..
-Smacznego.-powiedziałam uśmiechając się promiennie do każdego kto siedział przy naszym stoliku. Gdy zjadłyśmy obiad spojrzałyśmy na niesamowicie obfity stół z ciastami. Kusił samym wyglądam, a my nie mogłyśmy się obszeć, wiec wzięłyśmy po kawałku tortu i po jednym swoim ulubionym ciasteczku. Chłopcy dotrzymywali nam towarzystwa aż do samego końca. W końcu kiedy kelnerzy zabrali nasze talerze, Kadir spojrzał na Pamelę i uśmiechnął się.
-Może pójdziemy się przejść.? Co Ty na to.?-zapytał nagle. Nie tylko ja byłam zdziwiona. Widziałam lekkie przerażenie w oczach szatynki, ale iskierki radości również plątały się przy jej błękitnych tęczówkach.
-Z..Z chęcią.-powiedziała, a już po chwili nie było ich z nami.
Turkiz spojrzał na mnie i zapytał:
-Może my też pójdziemy sie przejść.?-po czym obdarzył mnie wspaniałym uśmiechem.
-Jasne. Chodźmy. -kiwnęłam głową i wstałam po czym ruszyliśmy alejkami krążąc po hotelu i rozmawiając.
Wydawał się być naprawdę w porządku. To co mówił mi o sobie i swojej rodzinie było niesamowite.
-Naprawdę. A kiedy miałem 15 lat i poznałem Kaana to byliśmy najlepszymi przyjaciółmi.-opowiadał mi kolejną ciekawą historię.
-Nie wierze. Ty i on.? Przyjaciele.?-zaśmiałam się lekko, na co on kiwnął głową z uśmiechem.
-Wiesz..Ludzie się zmieniają. My też się zmieniliśmy dlatego teraz nie najlepiej się dogadujemy.-wzruszył ramionami, ale po chwili machnął na to ręką.
-A Ty masz swoich najlepszych przyjaciół.?-zadał mi pytanie, a ja zastanowiłam się przez chwilę. W jednym momencie przypomniałam sobie o Jake'u. Westchnęłam spuszczając głowę w dół.
-Sama już nie wiem.-powiedziałam zrezygnowana. Zatrzymał się tuż przede mną i podniósł mój podbrudek do góry, aby swobodnie mógł spojrzeć w moje oczy.
-Jak to.? Coś nie tak.?-zapytał zaciekawiony i .. zmartwiony.?
-Po prostu za dużo się dzieje i sama nie wiem co mam z tym wszystkim zrobić.-uśmiechnęłam się lekko do niego po czy odwróciłam wzrok.
-Zobaczysz, że wszystko się ułoży.-próbował jakoś poprawić mi humor.-A jeśli ten frajer Cię nie docenia to pamiętaj, że nie jest Ciebie wart.-dodał na co ja ponownie się zaśmiałam i stanełam na placach, aby cmoknąć go w policzek.
-Dziękuję.-szepnęłam, a on zdziwiony popatrzył na mnie.
-Nie ma za co.-uśmiechnął się i puścił mi oczko.-Ja już muszę lecieć. Mam nadzieję, że jeszcze będziemy mieli okazję porozmawiać.-dodał i przytulił mnie po czym odszedł.
-Tak..Na pewno..-szepnęłam już sama do siebie i ruszyłam w stronę plaży, gdzie mogłam spokojnie pomyśleć o wszystkim.

>Pamela<

Spacerowaliśmy powoli brzegiem morza rozmawiając i poznając się nawzajem. Kadir był..Ahhh..Trudno mi to opisać..Wrażliwy..Kochany..I przede wszystkim zabawny. 
-Długo jeszcze tutaj będziesz.?-zapytał nagle patrząc na mnie, a ja posmutniałam.
-Nie. Wyjeżdżam za dwa dni.-odwróciłam wzrok. Wystraszyłam się odrobinkę kiedy poczułam jak łapie mnie za dłoń. Spojrzałam na niego, a on uśmiechnął się i założył mi kosmyk włosów za ucho.
-Trzeba dobrze wykorzystać ten czas. Nie sądzisz.?-zapytał uśmiechając się i obejmując mnie w pasie. Patrzyliśmy sobie w oczy, aż nagle pocałował mnie w czoło i uśmiechnął się czule.
-Zrobię wszystko, żebyś na pewno nie zapomniała tych wakacji.-powiedział cicho, a ja uśmiechnęłam się przygryzając lekko dolną wargę. Wtuliłam się w niego, a on wziął mnie na ręce i ruszył tak ze mną w stronę hotelu. Musiał już iść. W końcu był w pracy, a nie na wakacjach tak jak ja. 

>Savannah<

Siedziałam na piasku rysując coś palcem na drubnych ziarenkach. Nie chciałam wracać do domu. Wiedziałam, że to wszystko znowu zacznie mnie przytłaczać i znowu zamknę się w sobie. Nigdy nie umiałam sobie radzić z moimi problemami, a mimo to pomagałam innym. Nie umiałam pojąć tego wszystkiego.
-Co tak sama tu siedzisz.?-usłyszałam za swoimi plecami. Odwróciłam się do tyłu i zobaczyłam Vanessę i Melanie. 
-Jakoś tak wyszło..Chciałam..Przemyśleć sobie wszystko..-szepnęłam i odwróciłam wzrok.
-I przemyślałaś.?-zapytała Mel, a ja popatrzyłam na nią lekko zdziwiona. 
-Emmm..Nie. Nie do końca..-odparłam i opadłam bezwładnie do tyłu. Tutejszy piasek był bardzo drobny i delikatny. Przymknęłam oczy i zasłoniłam twarz dłońmi.-Chcę tu zostać..Już na zawsze..-jęknełam, a już po chwili obok mnie siedziały dziewczyny. Po lewej stronie Nessa, a po prawej Mel. 
-Całowaliście się.?!-zapytała podekscytowana blondynka, a ja spojrzałam na nią jak na wariatkę. Nie miałam pojęcia o czym ona mówiła.-No nie udawaj, że nie wiesz o co mi chodzi.! Ty i Turkiz.. Nananaaa. !-mówiła ciągle. Że też jej się ta jadaczka nigdy nie zamyka. 
-Melanie.. Daj jej spokój..Jesteś ostatnią osobą, której by o tym powiedziała..-skarciła ją Vanessa. Nadal nie miałam pojęcia o czym one mówią. 
-Ja i Turkiz.? Wy już do końca oszalałyście?!-zapytałam w końcu patrząc raz na jedną raz na drugą.
Nagle wszystkie w trójkę wybuchnęłyśmy niepochamowanym śmiechem.
-Dobra.. Nie wiem jak wy, ale ja idę na basen, bo mi okropnie gorąco.-powiedziałam przerywając kolejną falę śmiechu. Wstałam i otrzepałam się z piasku.
-My tu jeszcze zostaniemy.-powiedziała Van na co ja kiwnęłam głową i ruszyłam w stronę hotelu. 
*  *  *

poniedziałek, 8 lipca 2013

§ Rozdział 4. §

*  *  * 
Od mojej "poważnej" rozmowy z Nesską minęły dokładnie trzy dni. Były to chyba jedne z najlepszych dni w moim życiu. Pełne śmiechu, zabawy i pozbawione racjonalnego myślenia i tak dalej. Było wspaniale. A teraz do końca tego wyjazdu zostały zaledwie dwa dni.. Dzisiaj jest czwartek i idziemy na dyskotekę. Eddie poszedł do pokoju, żeby zająć się Annie, a Nessa i Mel siedzą w lobby na internecie. Stwierdziłam, że pójdę. Co z tego, że z rodzicami jak nie koniecznie musi być nudno.? Od razu po Show Time animatorzy zgarnęli wszystkich ludzi na Disco. Tańczyli wszyscy oprócz mnie, bo ja siedziałam i ruszałam nogą w rytm muzyki. Wpatrywałam się w wirujące po całym pomieszczeniu światła i nawet nie zauważyłam jak obok mnie pojawił się Burak. Objął mnie ramieniem.:
-Dlaczego nie tańczysz.?-zapytał obdarzając mnie po chwili tym swoim zniewalającym uśmiechem. Zastanowiłam się przez moment nad odpowiedzią i w końcu powiedziałam.
-Nie mam z kim.-wzruszyłam ramionami po czym uśmiechnęłam się do niego uroczo. Nagle wstał i wyciągnął rękę w moją stronę. Podałam mu swoją dłoń, a on zaprowadził mnie na parkiet i zaczął ze mną tańczyć. Śmiałam się i wyginałam, aż nagle wziął mnie na ręce i zaniósł na scenie, gdzie kontynuowaliśmy taniec. Było niesmowicie i jestem pewna, że nie zapomnę tej nocy do końca swojego życia. 
Kiedy dyskoteka się skończyła Burak przytulił mnie, wziął na ręce i dał buziaka w policzek, a ja cała w skowronkach wróciłam z rodzicami do pokoju. Pół godzny później leżałam wykąpana i przebrana w swoim łóżku myśląc o tym wszystkim co się tutaj wydarzyło. Nie wiedziałam jak to możliwe, żeby najgorsze wakacje w życiu zmieniły się na najlepsze. Poznałam Pamelę, która wydaje się być super dziewczyną. Mam nadzieję, że nawet po powrocie do domu będziemy utrzymywały ze sobą kontakt. Miło by było. W końcu leżąc tak i myśląc zasnęłam.
> Pamela <

Siedziałam na balkonie i patrzyłam się na migoczące w oddali światła. Były to chyba latarnie na molo w Bodrum. Wspominałam sobie kilka ostatnich dni, które minęły bardzo przyjemnie. Posmutniałam od razu, kiedy przypomniałam sobie, że już za dwa dni trzeba wracać do domu. Była jeszcze jedna rzecz, która mnie martwiła, a w zasadzie osoba. Savannah. Bardzo zbliżyłyśmy się do siebie. Wiedziałam, że kiedy każda z nas wróci do siebie, do swojego domu, do swoich przyjaciół.. Zapomnimy o sobie..Znajomości przez internet nigdy nie miały dla mnie sensu.. Niestety ja, jak to ja. Nie potrafiłam pogodzić się z tym, że stracę taką osobę jak Sav. Była dla mnie ważna mimo, że poznałyśmy się nie dawno. Główną przyczyną tego było moje szybkie przywiązywanie się do ludzi. Westchnęłam i założyłam kosmyk włosów za ucho. W końcu wstałam i położyłam się na łóżku. Było bardzo ciepło, ale włączona klimatyzacja w pokoju przynosiła ukojenie i chłodziła zarówno mnie jak i pościel, która była wyjątkowo delikatna. Wtuliłam twarz w poduszkę, a po chwili zasnęłam. 
> Vanessa <

Czułam się beznadziejnie. Gryzło mnie potworne to, że moje dwie najlepsze przyjaciółki nie przepadają za sobą. Starałam się jakoś temu zaradzić, ale nic nie potrafiłam zdziałać. Obie były za bardzo uparte i zbyt wrogo nastawione do siebie. Odwróciłam się na drugi bok i westchnęłam cicho patrząc w ciemnościach na śpiącą Melanie. Znałyśmy się bardzo długo i mimo wzlotów i upadków kochałam ją jak siostrę i tak ją traktowałam. Z drugiej strony wiedziałam, że ma swoje wady, ale kto ich nie ma.? Długo jesczze pogrążona w swoich myślach nie mogłam zasnąć. Zmrużyłam oczy dopiero kiedy na zewnątrz robiło się już widno. 

*  *  *
Notka z dedykacją dla Polyanny, która motywuje mnie do dalszego pisania :) Dziękuję Ci, że jesteś <3

§ Rozdział 3. §

*  *  *
-Nick.? Co Ty tutaj robisz.?-zapytałam zdziwiona zrywając się na równe nogi. Spojrzałam na niego, a chwilę później już uwieszałam się na jego szyi. 
-Pewnie to samo co Ty. Jestem na wakacjach.-powiedział rozbawiony obejmując mnie w pasie i mocno przytulając. Przymknęłam oczy kiedy tylko poczułam zapach jego perfum, które od zawsze uwielbiałam. 
-Tęskniłam za Tobą.-powiedziałam nadal wtulając się w niego, ale chyba nie miał nic przeciwko, bo również mnie nie puszczał.-Czemu się nie odzywałeś przez te dwa lata.?-zapytałam z nutką pretensji, ale i smutku w głosie po czym niechętnie się od niego odsunęłam i zatopiłam swój wzrok w jego bursztynowych tęczówkach. 
-No wiesz.. Tak wyszło, ale powiedz mi jak długo już tu jesteś.?-zapytał zmieniając temat, ale nie miałam mu tego za złe, tylko po prostu odpowiedziałam na jego pytanie.
-Od wczoraj, a Ty.?-posłałam mu przyjazny uśmiech. 
-Tydzień. Dzisiaj właśnie wyjeżdżam.-oznajmił i westchnął, ale zobaczyłam, że jakoś wcale go to nie zasmuciło. Nigdy nie umiał udawać.
-Aaa. No too.. Szkoda.. Miło było Cię znowu zobaczyć.-powiedziałam i cmoknęłam go w policzek widząc jak Pamela idzie w moją stronę.-Muszę już iść. Do zobaczenia.. Mam nadzieję..-powiedziałam i puściłam mu oczko, na co on się uśmiechnął i odszedł. 
-Heeej. Ślicznie wyglądasz.-powiedziała Mel dajac mi buziaka w policzek, a ja nie będąc jej dłużna powiedziałam:
-No chyba Ty.-zaśmiałyśmy się po czym poszłyśmy na jadalnie. 
Już przy wejściu "zaatakowali" nas animatorzy, a wśród nich był Burak. Uśmiechnęłam się do niego mówiąc słodkie "No heej" na co on złapał mnie za rękę i posadził na swoich kolanach. Zaśmiałam się i podałam szatynce swój telefon, aby zrobiła mi zdjęcie z przystojniakiem. Kiedy już chciałam wstać Burak cmoknął mnie w policzek.
-Do zobaczenia moja księżniczko.-dodał na co ja "spaliłam buraka" i uśmiechnęłam się do niego.
-Mam taką nadzieję.-puścił mi oczko, a ja zaśmiałam się i odeszłam razem z Pam, aby zjeść kolację. 
Jak wyglądał mój ostatni posiłek dnia.? Mini pierożki z mięsem, dwa przepyszne ciastka i woda mineralna. Podobnie było z Pam. Jedzenie było przepyszne, ale ja z reguły mało jem. Kiedy nasze talerze całkowicie opustoszały, a krzątający się w pobliżu kelnerzy zabrali je, postanowiłyśmy pójść w stronę Pool-baru i posiedzieć na leżakach. Sącząc przez słomkę zimną colę rozmawiałyśmy, aby bliżej się poznać. Okazało się, że obie uwielbiamy śpiewać i fotografować. Każda z nas gra na jakimś instrumencie, a na dodatek jesteśmy z tego samego rocznika, więc doskonale się rozumiałyśmy.  
-Ejj, Sav..-zaczęła Pam.-Idziemy na dół.? Mini Disco sie już zaczęło.-powiedziała posyłając mi lekki uśmiech. Kiwnęłam głową i wstałyśmy po chwili schodząc schodkami w dół. Przyjrzałam się dokładnie całej konstrukcji Amfiteatru i zauważyłam, że i tu nic się nie zmieniło od tamtego roku. Usiadłyśmy na ławkach z boku i przyglądałyśmy się tańczącym na scenie dziecią. Spojrzałam do góry i zobaczyłam Turkiza, który był Dj na Mini Disco. Zaśmiałam się kiedy zauważyłam, że również tańczy w swoim gniazdku, po czym pomachałam mu i puściłam buziaka w jego stronę. Udawał, że go łapie i chowa do kieszeni, na co ja i Pam wybuchnęłyśmy śmiechem. Kiedy Mini Disco się skończyło zaczął się Show Time, czyli przedstawienia, rozrywka dla dorosłych i nie tylko. 
Było tak zabawnie, że ja, Pam i reszta widowni uśmialiśmy się do łez. Całe show skończyło się ok godziny 23, więc poszłyśmy jeszcze zrobić sobie zdjęcia z aktorami, bo wyglądali genialnie. Nigdy nie przypuszczałam, że zobacze faceta w rajstopach na żywo, ale Burak to zmienił. Za każdym razem gdy go widziałam w rajstopach, na dodatek tańczącego swój erotyczny układ, prawie płakałam ze śmiechu. Później pożegnałyśmy się z nimi i ruszyłyśmy w stronę swoich pokojów, ale już na schodach na olbrzymi taras od lobby baru zatrzymało nas 2 chłopaków. Jednym z nich był Kaan, a drugiego nie znałam. 
-Kadir.! Kaan.! Czekajcie.!-usłyszałam nagle tak dobrze znany mi głos. Kiedy Melanie stanęła między chłopakami moje przypuszczenia się potwierdziły.-O heej dziewczyny.-powiedziała widząc nas. 
-No cześć Melanie. Gdzie Vanessa.?-zapytałam rozglądajac się, ale nigdzie jej nie widziałam. 
-W pokoju. Źle sie czuje.-powiedziała obojętnie i wyminęła nas ciągnąc za sobą chłopaków.
-Aha. -kiwnęłam głową i prychnęłam. Wzięłam Pam pod rękę i ruszyłyśmy dalej. W końcu musiałyśmy się pożegnać, więc przytuliłyśmy się dając sobie po buziaku i każda poszła do swojego pokoju. Kiedy już zamknęłam drzwi i wsunęłam kartę do czytnika, zdjęłam buty, które o dziwo były bardzo wygodne i rzuciłam się na łóżko. W sumie.. Pierwszy dzień, a nie jest tak znowu źle..Nagle przypomniałam sobie coś. Poszłam się wykąpać i ubrałam się w króciutkie szorty i podkoszulek z pandą, które robiły mi na piżamkę. Wzięłam czekoladę pod rękę i wyszłam z pokoju zamykając go za sobą. Podeszłam pod mieszkanko tuż obok i zapukałam. Drzwi otwarła mi Ness.
-No hej kochanie. Zobacz co mam.!-pomachałam jej czekoladą przed oczami, na co ona się zaśmiała i wpuściła mnie do pokoju. Usiadłyśmy na jej łóżku i zaczęłyśmy gadać przegryzając każde słowo kawałkiem czekolady. 
-Oesu, ale Kaan to takie ciasteczko, że ojejciuuu.!- powiedziała nagle przeżuwając kostkę Milki, a ja pokiwałam głową rechocząc cicho. 
-Nooo.. ! Ale i tak Turkiz lepszy <3 A Burak?! Oesuuu... Ma takie oczy, że odpływam..-rozmarzyłam się przełykając słodkości.
-Hahahahaha.. Ktoś tu chyba się zabujał.-powiedziała na co ja wywróciłam oczami i pokręciłam głową.
-Po prostu marzę sobie w przyjaciółką na głos o facetach, których tutaj poznałam.! To chyba nic złego.?-zaśmiałyśmy się razem. Nagle nastała cisza, ale wcale nie była to nieprzyjemna cisza. Wręcz przeciwnie. Spojrzałyśmy na siebie.
-Wiesz.. Gdyby nie Ty to by mnie tutaj nie było..-westchnęłam nie spuszczając z niej wzroku.-Dziękuję.-szepnęłam 
-Nie masz za co. Przecież to nic takiego. Z resztą..-urwała na moment.- Czułam się winna, bo wiedziałam, że nie chcesz jechać, a Cię zmuszałam.. Nie powinnam była tego robić..-spuściłą głowę. 
-Właśnie dobrze zrobiłaś, bo inaczej siedziałabym teraz w domu nuząc się przed kompem i oglądając kolejne romansidła albo filmy dramatyczne jakbym nie miałą swoich własnych problemów.-powiedziałam żartobliwie, na co ona uśmiechnęła się i przytuliła mnie. 
*  *  *

niedziela, 7 lipca 2013

§ Rozdział 2. §

*  *  *
Otwarłam oczy i przeciągnęłam się niczym rozespany kotek po czym wtuliłam twarz w poduszkę i westchnęłam z zadowolenia ponownie starając się zasnąć, lecz..
-WSTAWAJ.! DZISIAJ PIERWSZY DZIEŃ WAKACJI.!- nie było mi to dane. Otwarłam jedno oko i spojrzałam na swoją mamę, która już zaczęła pakować rzeczy na basen. 
-Nigdzie nie idę. Tutaj jest mi bardzo dobrze.-mruknęłam cichutko i zamknęłam oko delektując się miękką i chłodną pościelą, która otulała moje ciało. Nagle ni z tego ni z owego "bam!" i dostałam poduszką w głowę.
-Mamo.! Ja chcę spać.!- jęknęłam zrozpaczona odrzucając poduszkę w jej stronę. 
-Będziesz spać w nocy, a teraz idziemy na obiad.-uśmiechnęła się lekko, a ja spojrzałam na nią spode łba i przetarłam oczy.
-O której jest obiad.?- zapytałam siadając po turecku (jak to w Turcji ;). 
-Za 30 minut. Zbieraj się i idziemy.- powiedziała nadal pakując coś do torby, a ja wstałam niechętnie i podeszłam do szafy. Wzięłam strój kąpielowy i jakieś ciuchy po czym ubrałam się w to i podeszłam do lustra. Spięłam włosy w luźnego koczka po czym ubrałam klapki i wraz z rodzicami udałam się w stronę jadalni, gdzie miałam zjeść pierwszy posiłek tutaj. 
 Po obiedzie poszliśmy na basen,a ja od razu zajęłam leżak w cieniu. Wyciągnęłam szybko jakąś książkę i zaczęłam ją czytać. Książka była, jak się okazało, świetna. Mówiła o życiu nastoletniej narkomanki. Często zastanawiałam się jakie to jest uczucie brać narkotyki, ale nie chciałam próbować. Wiedziałam, że to zniszczyło by moje życie do końca. W końcu po przeczytaniu kilkunastu kartek odłożyłam książkę na stoliczek i wstałam na moment. Niestety nie zauważyłam parasola, który był prawie na mojej wysokości i .. uderzyłam w niego głową. 
-Ałłł...-syknęłam łapiąc się za bolące miejsce.-Świetnie zaczynają się te wakacje. Bosko po prostu.-warknęłam sama do siebie i zdjęłam koszulkę i spodnie, zostając w samym stroju. Posmarowałam się balsamem i wyciągnęłam leżak na słońce. Położyłam się na nim i zaczęłam się opalać. Leżałam i myślałam. Była niedziela, więc dzisiaj żadnych animacji wieczorem nie będzie. Tylko Bingo. Westchnęłam cichutko i zaczęłam się zastanawiać jak tam teraz w domu jest. Jaką mają pogodę.? Co robią moi przyjaciele.? Czy dobrze się bawią tam beze mnie.? Czy ktoś pamięta o mnie i czy zastanawiają się jak jest tu, u mnie.? Nie miałam pojęcia, ale tęskniłam za nimi. Nagle poczułam lekki chłód, a już po chwili poczułam jak krople wody lądują na moim brzuchu. Zmrużyłam oczy i zobaczyłam, że był to Eddie. 
-Co Ty chcesz ode mnie.?-mruknęłam niezadowolona i westchnęłam zamykając oczy. 
-Chodź do basenu.-powiedział przeczesując swoje gęste, mokre włosy i całą z nich wodę lejąc na mnie.
-Nie widzisz, że się opalam.?-zapytałam podskakując jak oparzona i przyglądając mu się. 
-No właśnie skończyłaś. Chodź.-powiedział i zaczął ciągnąć mnie za rękę.
-Agggrrrr.. Jesteś męczący..-westchnęłam poddając się i patrząc jak wskakuje do wody. Podeszłam do brzegu i zanurzyłam trochę nogę, ale zaraz szybko ją cofnęłam Woda była zimna, a jak na mnie to była za zimna. Zrobiłam krok w tył i poczułam jak na kogoś wpadam. Odwróciłam się i spojrzałam odrobinę wyżej. Lekko speszona powiedziałam :
-Hej...Emmm..Ja..Strasznie Cie...Emmm..Przepraszam...-zaczęłam się jąkać. Wiedziałam kim jest ten chłopak. To Turkiz. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się lekko. Na pewno mnie nie pamiętał z tamtego roku, bo wtedy nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi. 
-Cześć. Nic się nie stało.-powiedział i uśmiechnął się do mnie lekko po czym złapał mnie za nadgarstki, a już po chwili wylądowałam w wodzie. W ZIMNEJ WODZIE. Zaczęłam piszczeć, a po chwili wybuchłam śmiechem. 
-Turkiz..Zabije Cie.!-zaczęłam się śmiać, a po chwili ochlapałam go wodą, na co on uśmiechnął się i puścił mi oczko po czym odszedł. 
Zanurzyłam się w wodzie i zaczęłam nurkować. Uwielbiałam nurkować, ale już dawno tego nie robiłam. 
-Sav.! Grasz w wodną.?-zapytał Eddie na co ja kiwnęłam głową i zaczęłam płynąć w jego stronę. 5 minut później przyszedł Turkiz z piłką do wodnej i wskoczył do basenu. Za nim również Gurkan i Kaan. Jak się okazało byli w przeciwnej drużynie, więc musiałam się rzucać na całą trójkę. Gra przebiegała bardzo zabawnie i z dumą muszę przyznać, że nasza drużyna była niesamowicie zgrana.! : )
 Kiedy skończyliśmy grać poszłam na leżak, aby ponownie się poopalać, jednak tym razem zasnęłam. Śniło mi się, że wszystko się zmieniło. Wróciłam do domu i byłam w gorszym stanie niż jak tu przyjechałam. Żałowałam, że nie mogłam zostać w Turcji na zawsze. Chciałam uciec od rzeczywistości, ale przywróciły mnie do niej krople zimnej wody spływające po moich plecach. Otwarłam oczy i podniosłam się lekko na łokciach. Zobaczyłam uśmiechniętą od ucha do ucha Vanesse i Melanie.
-Co sie tak szczerzycie.? -zapytałam rozbawiona ich minami.
-Bo wieeszz...Mamy dla Ciebie taką jedną wiadomość..-powiedziała entuzjastycznie Ness.
-Okej...Gadać o co chodzi, bo zaczynam sie bać.-powiedziałam robiąc wielkie oczy i przyglądając im się.
-Będziesz z nami w pokoju.! Bo hotel się pomylił czy coś takiego i po prostu dostaliśmy jeden pokój 2-osobowy, jeden 3-osobowy i jeden 4-osobowy. Twoi rodzice poszli do 2-osobowego, a Ty będziesz z nami w 3-osobowym.!-wyszerzyła się na koniec Melanie, a ja zrobiłam sie blada. Po prostu wspaniale.
-Aha, super. -powiedziałam i wstałam.-Poczekajcie idę właśnie popełnić samobójstwo..-powiedziałam i zaczęłam biec w stronę basenu, ale na mój niefart ktoś stał przede mną, a ja nie zdąrzyłam go wyminąć i wpadłam na niego. Dziewczny kilka metrów za mną leżały i płakały ze śmiechu, a mi serce przestało na moment bić. Był to facet ok. 28 lat w okularach z białymi oprawkami na włosach i niebiańskimi, brązowymi oczami. Zaczęłam go przepraszać i tłumaczyć się, a on rozbawiony powiedział, że nic się nie stało. Nie wiedziałam co mnie do tego natchnęło, ale przedstawiłam się :
-Jestem Savannah, a Ty.?-zapytałam wyciągając dłoń w jego stronę, ale on nie podał mi swojej tylko powiedział :
-Miło mi, jestem Burak.- po czym cmoknął mnie w policzek. Uśmiechnęłam się zaskoczona i zaczęłam z nim rozmawiać co nigdy nie przychodziło mi z taką łatwością jeśli chodzi o facetów. Okazało się, że ma 25 lat i jest tutejszym animatorem. Tak jak Turkiz. Nagle podeszła do nas Ness.
-Hej Burak. Niestety musze ją porwać, później pogadacie.-powiedziała wesoło, a ja pożegnałam go krótkim "Hej" i poszłam tam gdzie mnie prowadziła szatynka.
-O co chodzi Ness.?-zapytałam lekko zdezorientowana patrząc na nią.
-Nie nic nic, my tylko żartowałyśmy z tym pokojem.-powiedziała siadając na leżaku i wskazując, abym również to zrobiła. Zajęłam miejsce obok niej i westchnęłam.
-Nienawidzę Cie. - zaśmiałam się i przytuliłam ją delikatnie po czym cmoknęłam przyjaciółkę w policzek.
-Tak, taaak. Ja też Cię kocham.-odpowiedziała również mnie obejmując, a już po chwili zaczęłyśmy się śmiać. Tak naprawdę to Ness była mi niesamowicie bliska, ale zawsze czułam taką barierę między mną a nią. Ta bariera miała na imię Melanie. Zawsze jak zaczęłam się świetnie dogadywać z Vanessą ona się pojawiała i wszystko psuła. Tak było i tym razem.
-Nessii.. ! Idziemy do pokoju.-powiedziała stanowczo, a ja westchnęłam i puściłam przyjaciółkę.
-To widzimy się na kolacji.?-zapytała patrząc na mnie, a ja kiwnęłam głową i kątem oka spojrzałam na blondynkę.
-Jasne. Do zobaczenia.-powiedziałam i wstałam po chwili znikając w chłodnej i przyjemnej wodzie.
Wynurzyłam się z niej po dłuższej chwili i zarzuciłam włosami tak jak w filmach. Zaczęłam się śmiać sama z siebie, a później wyszłam z basenu i zaczęłam chodzić samym brzegiem. Nagle się poślizgnęłam i wpadłam do wody tak niefortunnie, że uderzyłam nogą o murek. Złapałam się za nią i szybko wachlowałam pod wodą jedną ręką, aby wypłynąć na powierzchnię. Nie wiem jak bym wyszła z basenu i dotarła do leżaka, gdyby nie brunetka, która mi pomogła widząc sytuację w jakiej się znalazłam.
-Naprawdę nie wiem jak Ci dziękować..-powiedziałam masując obolałą nogę i patrząc na nią z delikatnym uśmiechem.
-Nie ma sprawy, ale następnym razem uważaj.-zaśmiała się przyjaźnie po czym podała mi rękę.-Jestem Pamela, a Ty.?
-Savannah. Miło mi.-powiedziałam i posłałam jej uśmiech wdzięczności. -Jak długo tutaj jesteś.?-zapytałam nagle, gdyż przypomniałam sobie, że dzisiaj widzę ją po raz pierwszy.
-Przyjechałam wczoraj późnym wieczorem. A Ty.?-zapytała przyglądajac się mi.
-Od wczorajszego południa.-odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie.
-Emm.. Wiesz ja musze już iść, ale mam nadzieję, że widzimy się dzisiaj na kolacji.? Może zjemy razem, co ty na to.?-zapytała na co kiwnęłam głową. Kolacja zaczynała się o 19:30, więc my umówiłyśmy się o 19:20 w lobby.
-Mamo.! Która godzina.?-zapytałam głośno, kiedy Pamela zniknęła z zasięgu mojego wzroku.
-18.!-odpowiedziała patrząc na mnie.-A co.? Idziesz już do pokoju.?-zapytała.
-Tak. Do zobaczenia w później.-oznajmiłam. Zabrałam swoje rzeczy i kuśtykając udałam się w stronę swojego pokoju. Nagle uświadomiłam sobie, że przedemną są jeszcze 4 piętra i przynajmniej 70 schodków. Załamałam się na krótką chwilę, ale stwierdziłam, że to nic i dam radę. Bardzo ostrożnie skacząc na jednej nodze w końcu dotarłam do pokoju. Poszłam wziąć kąpiel, a następnie przygotowałam sobie ubrania, które miałam założyć na dzisiejszy wieczór. Była to różowa koszulaszorty oraz buciki. Ubrałam się i usiadłam przed lustrem, aby zrobić sobie delikatny make-up i spiąć włosy w koka. Wyglądałam naprawdę ładnie i przyznałam sobie to szczerze pierwszy raz od kilku miesięcy. Wcześniej nie zauważyłam tego, że nie jestem paskudą. Po prostu nie wierzyłam w to, że ktokolwiek mógłby się mną zainteresować, m.in z tego powodu, że jestem brzydka, chamska i bardzo zamknięta w sobie. Nie mogłam zaakceptować siebie i swojego ciała. Nienawidziłam ich. Kiedy moi rodzice przyszli do pokoju ja akurat go opuszczałam. Zeszłam na dół, do lobby i czekałam na Pam. W końcu postanowiłam usiąść, bo do 19:20 było jeszcze trochę czasu.
-Wow..Wyglądasz pięknie..-usłyszałam nad sobą. Uniosłam swoje błękitne oczy do góry i zatkało mnie. Nigdy nie spodziewałabym się, że jeszcze kiedyś go zobaczę..
*  *  *
I jak.? : ) Podoba się.? Mam taką nadzieję. Z góry dziękuję wszystkim, którzy to przeczytają. Mam nadzieję, że pozostawicie po sobie jakiś ślad. Będę wam za to wdzięczna. <3