* * *
Szybko chwyciłam za swoją komórkę i wystukałam numer Lucasa, którego nauczyłam się na pamięć przez ten czas, który mieszkał ze mną i moimi rodzicami.
-Halo.?-po drugiej stronie odezwał się wesoły i lekko zachrypnięty głos mojego kuzyna.
-Masz w tej chwili ruszyć dupe i przyjechać do mnie i nie obchodzi mnie to co teraz robisz. Jeśli nie przyjedziesz do mnie w ciągu 10 minut masz przerąbane.-warknęłam do telefonu po czym nacisnęłam czerwoną słuchawkę i rzuciłam telefon na łóżko. Krążyłam w kółko po pokoju starając się wymyślić jakieś racjonalne wytłumaczenie całej tej sytuacji, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Zupełnie nic. Pozostało mi jedynie czekać na wyjaśnienia chłopaka, które miałam nadzieję usłyszeć.
-Ale ja nie wiem skąd się tutaj wzięło to zdjęcie..-powiedział przerażony wzruszając ramionami i drapiąc się po skroni, aby wymyślić cokolwiek.
-Człowieku, nie zdajesz sobie sprawy z tego jaka jest powaga tej sytuacji.?! Jeśli Pamela to zobaczy to wasz związek stanie się tylko legendą.!-krzyknęłam na co chłopak się wzdrygnął. Zaczął się przyglądać wstawionemu zdjęciu i to całkiem intensywnie.
-Czekaj, czekaj...-zaczął mrużąc oczy i zbliżając się do ekranu laptopa.-Przecież ja kojarzę skądś to zdjęcie.!-powiedział z entuzjazmem uśmiechając się do mnie.
-Czyli przyznajesz się do tego, że zdradziłeś Pam.?!-pisnęłam niczym przejechane kurczę z oburzeniem przysuwając dłoń do ust.
-Nie.!-zaprzeczył gwałtownie podnosząc się z miejsca.-To zdjęcie jest z czasów gimnazjum.. Wtedy jeszcze byłem z Sam. -wyjaśnił spokojnie, a ja zmarszczyłam brwi i westchnęłam kładąc dłoń na swoim czole i przymykając oczy.
-Więc skoro to zdjęcie jest sprzed kilku lat to dlaczego Vanessa Clark dodała je 16 godzin temu.?-zadałam mu pytanie, na które prawdopodobnie nie znał odpowiedzi. Tak myślałam. Zero reakcji.
-No tego to akurat nie wiem. Może wypadałoby się jej zapytać.?-zaproponował, a ja przygryzłam wewnętrzną część policzka i skinęłam niepewnie głową z nadzieją, że w ten sposób do końca wyjaśnimy tę zagadkę. Lucas wziął swój telefon i klikając w cyferki na dotykowym ekranie wpisał numer czarnowłosej przyjaciółki, która odebrała po pierwszym sygnale.
-Hejjjj Lucki..-przywitała go wesoło dziewczyna, co doskonale słyszałam, bo ustawił połączenie na głośnomówiące.
-Cześć Ness.. Odpowiesz na moje pytanie.?-posłał mi niepewne spojrzenie, a ja uniosłam kciuk do góry, aby dodać mu otuchy.
-Jasne, o co chodzi.?-zapytała niczym śpiewający ptaszek przesiadujący cały dzień na drzewie w parku.
-Po co wstawiłaś to zdjęcie na facebooka.?-odpowiedział pytaniem.-Moje i Sam.-uściślił, aby dziewczyna zrozumiała o co mu chodzi.
-Och..-wyrwało się z jej ust.-To tajemnica.-wyszeptała jakby zdając sobie sprawę, że nie tylko Lucas to słyszy.
-Powiedz mi Vanessa.-powiedział stanowczym głosem patrząc na swoje buty.
-Jeśli Ci powiem to Sam będzie zła... Ojoj..-założę się, że w tym momencie przyłożyła dłoń do ust. Powiedziała dużo, ale jednak nadal za mało, aby cokolwiek z tego wywnioskować.
-Van..-mruknął niezadowolony szatyn marszcząc swoje brwi i drapiąc się lekko po brodzie.-Wytłumacz mi to.-dodał srogo. Nigdy nie widziałam go tak poważnego i stanowczego co mocno mnie zaskoczyło.
-Sam poprosiła mnie, żebym ją kryła.. To ona dodała to zdjęcie.. Ona nie chce, żebyś był z Pamelą. Nadal coś do Ciebie czuje..-wyśpiewała jak słowik zaczynając na A i kończąc na Z, ale w jej głosie czuć było smutek i żal do samej siebie.
-Dziękuję Nessi.-powiedział czule i rozłączył się słysząc smutne pożegnanie z drugiej strony. Spojrzał na mnie i westchnął załamując ręce.-Nie wierzę, że ona mogła być do tego zdolna, ale sama słyszałaś..-wyznał wpatrując się w moją twarz. Podeszłam do niego i usiadłam przy nim po czym po prostu się w niego wtuliłam.
-Mam Ci pomóc czy dasz sobie radę.?-zapytałam czule na co on westchnął,
-Nie Sav, ja muszę sam to załatwić..-jęknął chociaż wiem, że z chęcią skorzystał by z mojej pomocy. Nigdy nie miał serca, żeby krzyczeć na jakąkolwiek dziewczynę, a Samantha podniosła jego ciśnienie. Mimo to nadal byłam skora do pomocy.
*Lucas*
Kiedy tylko stanąłem przed drzwiami do domu blond przyjaciółki nacisnąłem kilkakrotnie dzwonek i zniecierpliwiony brakiem jakiegokolwiek znaku obecności Sam zapukałem. W końcu usłyszałem jakiś ruch po drugiej stronie, a kilka sekund później stanęła przede mną zgrabna sylwetka Panny Rash.
-Lucki.!-zapiszczała radośnie na mój widok i rzuciła mi się na szyję, ale ja nie odwzajemniłem tego gestu. Zdezorientowana w końcu odsunęła się ode mnie i spojrzała na moją twarz.-Czemu zawdzięczam tę wizytę.?-zapytała uśmiechając się słabo. Zmierzyłem ją wzrokiem i zacisnąłem usta w cienką linijkę.
-Mogę wejść.?-zapytałem w końcu na co ona zaprosiła mnie gestem ręki przepuszczając mnie w drzwiach. Wszedłem do środka i odwróciłem się w jej stronę.-Chcę postawić sprawę jasno.. Skoro nadal coś do mnie czułaś to po co ze mną zerwałaś.? Kochałem Cię Sam, a kiedy Ty mnie zostawiłaś nie mogłem sobie poradzić, ale nagle pojawiła się Pamela i znów zacząłem normalnie funkcjonować, a Ty chciałaś to zepsuć tym cholernym zdjęciem.. Dlaczego.?-wyrzuciłem z siebie wszystko co leżało mi na sercu i z przymrużonymi oczami spojrzałem na blondynkę, która była widocznie zakłopotana, a uśmiech zniknął z jej twarzy. Zastąpił go natomiast grymas smutku i zazdrości.
-Bo Cię kocham Lucki..-jęknęła w końcu unosząc na mnie swoje bursztynowe spojrzenie.-Nie mogłam wytrzymać patrząc na to jak się całujecie..przytulacie..To ja powinnam być na jej miejscu.-oznajmiła sucho nie zdejmując ze mnie swojego wzroku. Prychnąłem w ramach odpowiedzi.
-Kpisz sobie ze mnie.?-zapytałem, a ona nie wiedząc o co mi chodzi pokręciła głową.-Ty mogłaś zostawić mnie dla innego, ale ja nie mogłem od nowa ułożyć sobie życia.?!-podniosłem głos na co dziewczyna lekko się wzdrygnęła. Nie odpowiedziała.-Tak myślałem.-splunąłem po czym pokręciłem głową i wyminąłem ją. Już kładłem rękę na klamce, kiedy ona się odezwała.
-To znaczy, że z nami koniec.?-wyszeptała drżącym głosem.
-Rozstaliśmy się lata temu, od tego czasu łączyła nas tylko przyjaźń..To znaczy..Ja tak myślałem..-warknąłem wściekły po czym pociągnąłem za klamkę i opuściłem dom Samanty Rash trzaskając wielkimi, dębowymi drzwiami. Wsiadłem do swojego samochodu i odjechałem z piskiem opon myśląc tylko o tym, żeby po powrocie do domu zadzwonić do ukochanej.
*Pamela*
Leżałam na łóżku w swoim tymczasowym pokoju znajdującym się w domu cioci w Denver i powoli przysypiałam. Popełniłam tak okropny błąd zapominając o zabraniu laptopa lub jakiegokolwiek innego urządzenia z internetem. Teraz zostałam tylko z do połowy rozładowanym telefonem i bez ładowarki. Westchnęłam smutno wtulając twarz w poduszkę, kiedy nagle usłyszałam znajomą mi melodyjkę oznaczającą przychodzące połączenie. Energicznie podniosłam się do pozycji siedzącej i chwyciłam komórkę po czym nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam ją do ucha.
-Tak słucham.?-odezwałam się zdając sobie sprawę, że przed odebraniem nie sprawdziłam z kim będę rozmawiać.
-Hej skarbie.-usłyszałam spokojny głos Lucasa. Nagle w moim brzuchu poczułam coś czego nie czułam od ostatniego spotkania z moim chłopakiem w Londynie. Motylki w brzuchu.-Jak minął Ci lot.?-usłyszałam zatroskany głos.
-Heej.-przywitałam go i zastanowiłam się nad odpowiedzą.-W sumie to cały przespałam.-westchnęłam bawiąc się włosami i nawijając uporczywie jeden kosmyk na palec.-Co tam w Londynie słychać.?-zapytałam zaciekawiona, ale odpowiedział dopiero po dłuższej chwili.
-Brakuje mi Ciebie..-westchnął smutno, a na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
-Ja za Tobą też..-szepnęłam cicho do telefonu. Jestem w 100% pewna, że w tym momencie się uśmiecha.
-Obiecaj mi coś..-powiedział nagle poważnym głosem, a ja zdziwiłam się lekko, ale kiwnęłam głową. Po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że on tego widział, więc uderzyłam się z otwartej dłoni w czoło.
-O co chodzi.?-zapytałam nie rozumiejąc o jaką obietnicę mu chodzi.
-Obiecaj..Przysięgnij, że nie poznasz tam żadnego faceta i wrócisz tutaj będąc nadal moją dziewczyną..-powiedział, a jego głos zadrżał przy słowie moją. Zatkało mnie delikatnie, więc wzięłam głęboki wdech i wypuściłam powietrze z ust z delikatnym świstem.
-Lucas..Ja Cię kocham.. Nie mogłabym tak po prostu Cię zostawić dla kogoś innego..-powiedziałam tak jakby była to najbardziej na świecie oczywista rzecz po czym uśmiechnęłam się sama na moje słowa.
-Ja Ciebie też kocham Pam.-oznajmił czule.-Chciałbym Cię teraz przytulić..-jęknął, a ja lekko się zaśmiałam.
-Damy radę..Mi też jest ciężko, ale te dwa tygodnie minął tak szybko..-starałam się być przekonująca chociaż sama sobie nie wierzyłam. Nasza rozmowa trwała jeszcze przez około 10 minut, a później pożegnaliśmy się i odłożyłam telefon na miejsce, w którym wcześniej się znajdował. Spojrzałam na zdjęcie oprawione w ramkę, które znajdowało się na szafce nocnej tuż przy łóżku. Byłam na nim ja, Savannah oraz Lucas. Przytulaliśmy się wszyscy i mieliśmy uśmiechy na twarzach. Tęskniłam za obojgiem tak samo, ale wiedziałam, że spędzę tu tylko dwa tygodnie i wrócę i znowu będzie jak dawniej. Nagle poczułam bulgotanie w moim brzuchu.
-Oho.. Pamcia jest głodna.-mruknęłam pod nosem po czym wstałam i zeszłam do kuchni. Zatrzymałam się na schodach słysząc ściszone głosy moich rodziców.
M(ama): Nie rozumiesz Phil.. Pamela musi skończyć szkołę, zresztą ma tam przyjaciół..To nie jest takie łatwe..
T(ata): Cynthia.. Tutaj są równie dobre szkoły, a Pamela nie ma problemów z przyzwyczajeniem się do nowego otoczenia. Da sobie radę, a taka okazja już nigdy może się nie powtórzyć..-mój tata starał się przekonać moją mamę sama jeszcze nie wiem do czego.
M: Może po prostu sam tutaj zostań, a ja z Pamelką wrócimy do domu.? Ona nas znienawidzi, kiedy dowie się, że już wcale nie wróci do Londynu..-usłyszałam.
-Przepraszam bardzo..CO?!-podniosłam głos wchodząc do kuchni i patrząc raz na jedną twarz to na drugą wyczekując jakichś wyjaśnień. Niestety nic nie usłyszałam.-Umowa była taka, że jedziemy tutaj na dwa tygodnie i wracamy, więc tak ma zostać.! Ja nie chcę mieszkać w Denver, rozumiecie.?!-krzyczałam czując jak na moich policzkach pojawiają się wypieki ze złości.
T: Córcia.. Spokojnie..
-Nie uspokajaj mnie.!-warknęłam w stronę ojca, który zrobił kilka kroków w moją stronę.
T: Nie przeginaj..-zmarszczył brwi machając mi palcem przed nosem, a ja ze złości odtrąciłam jego rękę.-Denver to piękne miasto.. Mają tutaj lepsze poglądy na przyszłość, lepsze szkoły i uczelnie. Kochanie znajdziesz sobie nowych przyjaciół..-mówił.
-Denver to totalne zadupie.! Nie chce tutaj zostać.! Ja mam już przyjaciół i nie chcę nowych.!-ze złości łzy zaczęły spływać po moich rozgrzanych policzkach.
T: Nie masz nic do gadania młoda damo. Już postanowiliśmy.-oznajmił sucho siadając na krześle.
-Czemu nic nie mówisz.?-wysyczałam w stronę matki, która z bladą i smutną twarzą przyglądała się naszej wymianie zdań, która przeobraziła się w kłótnię. Ona tylko spojrzała na mnie i nic nie powiedziała.-Dzięki mamo..-warknęłam czując jak drży mi głos po czym pobiegłam na górę do swojego pokoju. Trzasnęłam głośno drzwiami po czym oparłam się o nie plecami i zjechałam po nich w dół. Zaczęłam cała się trząść i obmyślać plan ucieczki, który w sumie mógłby się udać..
*Lucas*
Kiedy tylko stanąłem przed drzwiami do domu blond przyjaciółki nacisnąłem kilkakrotnie dzwonek i zniecierpliwiony brakiem jakiegokolwiek znaku obecności Sam zapukałem. W końcu usłyszałem jakiś ruch po drugiej stronie, a kilka sekund później stanęła przede mną zgrabna sylwetka Panny Rash.
-Lucki.!-zapiszczała radośnie na mój widok i rzuciła mi się na szyję, ale ja nie odwzajemniłem tego gestu. Zdezorientowana w końcu odsunęła się ode mnie i spojrzała na moją twarz.-Czemu zawdzięczam tę wizytę.?-zapytała uśmiechając się słabo. Zmierzyłem ją wzrokiem i zacisnąłem usta w cienką linijkę.
-Mogę wejść.?-zapytałem w końcu na co ona zaprosiła mnie gestem ręki przepuszczając mnie w drzwiach. Wszedłem do środka i odwróciłem się w jej stronę.-Chcę postawić sprawę jasno.. Skoro nadal coś do mnie czułaś to po co ze mną zerwałaś.? Kochałem Cię Sam, a kiedy Ty mnie zostawiłaś nie mogłem sobie poradzić, ale nagle pojawiła się Pamela i znów zacząłem normalnie funkcjonować, a Ty chciałaś to zepsuć tym cholernym zdjęciem.. Dlaczego.?-wyrzuciłem z siebie wszystko co leżało mi na sercu i z przymrużonymi oczami spojrzałem na blondynkę, która była widocznie zakłopotana, a uśmiech zniknął z jej twarzy. Zastąpił go natomiast grymas smutku i zazdrości.
-Bo Cię kocham Lucki..-jęknęła w końcu unosząc na mnie swoje bursztynowe spojrzenie.-Nie mogłam wytrzymać patrząc na to jak się całujecie..przytulacie..To ja powinnam być na jej miejscu.-oznajmiła sucho nie zdejmując ze mnie swojego wzroku. Prychnąłem w ramach odpowiedzi.
-Kpisz sobie ze mnie.?-zapytałem, a ona nie wiedząc o co mi chodzi pokręciła głową.-Ty mogłaś zostawić mnie dla innego, ale ja nie mogłem od nowa ułożyć sobie życia.?!-podniosłem głos na co dziewczyna lekko się wzdrygnęła. Nie odpowiedziała.-Tak myślałem.-splunąłem po czym pokręciłem głową i wyminąłem ją. Już kładłem rękę na klamce, kiedy ona się odezwała.
-To znaczy, że z nami koniec.?-wyszeptała drżącym głosem.
-Rozstaliśmy się lata temu, od tego czasu łączyła nas tylko przyjaźń..To znaczy..Ja tak myślałem..-warknąłem wściekły po czym pociągnąłem za klamkę i opuściłem dom Samanty Rash trzaskając wielkimi, dębowymi drzwiami. Wsiadłem do swojego samochodu i odjechałem z piskiem opon myśląc tylko o tym, żeby po powrocie do domu zadzwonić do ukochanej.
*Pamela*
Leżałam na łóżku w swoim tymczasowym pokoju znajdującym się w domu cioci w Denver i powoli przysypiałam. Popełniłam tak okropny błąd zapominając o zabraniu laptopa lub jakiegokolwiek innego urządzenia z internetem. Teraz zostałam tylko z do połowy rozładowanym telefonem i bez ładowarki. Westchnęłam smutno wtulając twarz w poduszkę, kiedy nagle usłyszałam znajomą mi melodyjkę oznaczającą przychodzące połączenie. Energicznie podniosłam się do pozycji siedzącej i chwyciłam komórkę po czym nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam ją do ucha.
-Tak słucham.?-odezwałam się zdając sobie sprawę, że przed odebraniem nie sprawdziłam z kim będę rozmawiać.
-Hej skarbie.-usłyszałam spokojny głos Lucasa. Nagle w moim brzuchu poczułam coś czego nie czułam od ostatniego spotkania z moim chłopakiem w Londynie. Motylki w brzuchu.-Jak minął Ci lot.?-usłyszałam zatroskany głos.
-Heej.-przywitałam go i zastanowiłam się nad odpowiedzą.-W sumie to cały przespałam.-westchnęłam bawiąc się włosami i nawijając uporczywie jeden kosmyk na palec.-Co tam w Londynie słychać.?-zapytałam zaciekawiona, ale odpowiedział dopiero po dłuższej chwili.
-Brakuje mi Ciebie..-westchnął smutno, a na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
-Ja za Tobą też..-szepnęłam cicho do telefonu. Jestem w 100% pewna, że w tym momencie się uśmiecha.
-Obiecaj mi coś..-powiedział nagle poważnym głosem, a ja zdziwiłam się lekko, ale kiwnęłam głową. Po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że on tego widział, więc uderzyłam się z otwartej dłoni w czoło.
-O co chodzi.?-zapytałam nie rozumiejąc o jaką obietnicę mu chodzi.
-Obiecaj..Przysięgnij, że nie poznasz tam żadnego faceta i wrócisz tutaj będąc nadal moją dziewczyną..-powiedział, a jego głos zadrżał przy słowie moją. Zatkało mnie delikatnie, więc wzięłam głęboki wdech i wypuściłam powietrze z ust z delikatnym świstem.
-Lucas..Ja Cię kocham.. Nie mogłabym tak po prostu Cię zostawić dla kogoś innego..-powiedziałam tak jakby była to najbardziej na świecie oczywista rzecz po czym uśmiechnęłam się sama na moje słowa.
-Ja Ciebie też kocham Pam.-oznajmił czule.-Chciałbym Cię teraz przytulić..-jęknął, a ja lekko się zaśmiałam.
-Damy radę..Mi też jest ciężko, ale te dwa tygodnie minął tak szybko..-starałam się być przekonująca chociaż sama sobie nie wierzyłam. Nasza rozmowa trwała jeszcze przez około 10 minut, a później pożegnaliśmy się i odłożyłam telefon na miejsce, w którym wcześniej się znajdował. Spojrzałam na zdjęcie oprawione w ramkę, które znajdowało się na szafce nocnej tuż przy łóżku. Byłam na nim ja, Savannah oraz Lucas. Przytulaliśmy się wszyscy i mieliśmy uśmiechy na twarzach. Tęskniłam za obojgiem tak samo, ale wiedziałam, że spędzę tu tylko dwa tygodnie i wrócę i znowu będzie jak dawniej. Nagle poczułam bulgotanie w moim brzuchu.
-Oho.. Pamcia jest głodna.-mruknęłam pod nosem po czym wstałam i zeszłam do kuchni. Zatrzymałam się na schodach słysząc ściszone głosy moich rodziców.
M(ama): Nie rozumiesz Phil.. Pamela musi skończyć szkołę, zresztą ma tam przyjaciół..To nie jest takie łatwe..
T(ata): Cynthia.. Tutaj są równie dobre szkoły, a Pamela nie ma problemów z przyzwyczajeniem się do nowego otoczenia. Da sobie radę, a taka okazja już nigdy może się nie powtórzyć..-mój tata starał się przekonać moją mamę sama jeszcze nie wiem do czego.
M: Może po prostu sam tutaj zostań, a ja z Pamelką wrócimy do domu.? Ona nas znienawidzi, kiedy dowie się, że już wcale nie wróci do Londynu..-usłyszałam.
-Przepraszam bardzo..CO?!-podniosłam głos wchodząc do kuchni i patrząc raz na jedną twarz to na drugą wyczekując jakichś wyjaśnień. Niestety nic nie usłyszałam.-Umowa była taka, że jedziemy tutaj na dwa tygodnie i wracamy, więc tak ma zostać.! Ja nie chcę mieszkać w Denver, rozumiecie.?!-krzyczałam czując jak na moich policzkach pojawiają się wypieki ze złości.
T: Córcia.. Spokojnie..
-Nie uspokajaj mnie.!-warknęłam w stronę ojca, który zrobił kilka kroków w moją stronę.
T: Nie przeginaj..-zmarszczył brwi machając mi palcem przed nosem, a ja ze złości odtrąciłam jego rękę.-Denver to piękne miasto.. Mają tutaj lepsze poglądy na przyszłość, lepsze szkoły i uczelnie. Kochanie znajdziesz sobie nowych przyjaciół..-mówił.
-Denver to totalne zadupie.! Nie chce tutaj zostać.! Ja mam już przyjaciół i nie chcę nowych.!-ze złości łzy zaczęły spływać po moich rozgrzanych policzkach.
T: Nie masz nic do gadania młoda damo. Już postanowiliśmy.-oznajmił sucho siadając na krześle.
-Czemu nic nie mówisz.?-wysyczałam w stronę matki, która z bladą i smutną twarzą przyglądała się naszej wymianie zdań, która przeobraziła się w kłótnię. Ona tylko spojrzała na mnie i nic nie powiedziała.-Dzięki mamo..-warknęłam czując jak drży mi głos po czym pobiegłam na górę do swojego pokoju. Trzasnęłam głośno drzwiami po czym oparłam się o nie plecami i zjechałam po nich w dół. Zaczęłam cała się trząść i obmyślać plan ucieczki, który w sumie mógłby się udać..
* * *
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz