* * *
-Ała..-jęknęłam czując jak Savannah wbija mi łokcia w żebra. Otwarłam oczy i ziewnęłam. No tak.. Zasnęłyśmy wczoraj na kanapie i żadna z nas łaskawie nie poszła do swojego łóżka. Podniosłam się lekko i szturchnęłam przyjaciółkę.-Wstawaj śpiochu..-krzyknęłam jej nad uchem, a ona podskoczyła ze strachu i spadła na podłogę.
-Zwariowałaś? Mogłaś delikatniej mnie obudzić..-zaczęła marudzić nadal leżąc na podłodze i przeciągając się.- Zaraz, zaraz.. Która jest godzina.?-zapytała, a ja rozglądnęłam się i westchnęłam.
-Nie wiem, ale co to ma za znaczenie?-zdziwiłam się, a ona wzruszyła ramionami.
-Z resztą.. Dzisiaj sobota..Nie wiem jak Ty, ale ja mam zamiar kontynuować spanie w swoim łóżku. Do później..-ziewnęła i poszła do siebie. Uśmiechnęłam się lekko po czym wstałam i poszłam do kuchni. Miałam zamiar zjeść śniadanie i pójść na spacer z Lucasem, który mieszka teraz u kumpla. W sumie to nie wiem po co, ale nie wnikam. Wzięłam płatki i wsypałam je do miski po czym zalałam mlekiem. Zjadłam i poszłam się przygotować po czym zadzwonić do swojego chłopaka.
-Hej kochanie.-powiedział i pocałował mnie lekko w usta, co ja oczywiście odwzajemniłam.
-Cześć.-uśmiechnęłam się do niego.-Co tam u Ciebie słychać..?-zapytałam ciekawa, a on zastanowił się przez chwilę po czym odwrócił wzrok.-Coś nie tak?-spojrzałam na niego zaniepokojona.
-Nie po prostu.. Martwię się o Savannah.. Jest dla mnie jak siostra, a to co sie z nią dzieje przez tego dupka po prostu mnie przeraża..-westchnął.
-Nie martw się. Ja już nad nią pracuję..-zaśmiałam się lekko po czym spojrzałam na Lucasa i uśmiechnęłam się. Nie wiem jak to sie stało, że jesteśmy razem, ale podoba mi sie to. Nawet bardzo..
Savannah
Wtuliłam twarz w poduszkę i starałam się ponownie zasnąć, ale niestety nie było mi to pisane, bo mój telefon, jak na złość, zaczął dzwonić.
-Ludzie.! Dajcie mi spać..-mruknęłam, lecz to nic nie zmieniło. Wzięłam telefon do ręki nie zmieniając swojej pozycji i przyłożyłam go do ucha. -Halo.?-powiedziałam po czym ziewnęłam.-Nie wiem czy jesteś świadoma lub świadomy tego, że nie dajesz mi spać..-zaczęłam marudzić.
-Przepraszam..-usłyszałam śmiech Jake'a.-Chciałem się spotkać, ale skoro śpisz..-powiedział, a ja wyczułam jak się uśmiecha. Usiadłam szybko i zastanowiłam się przez chwile.
-Jasne...Emmm..Może za godzinę? Tam gdzie zwykle?-zaproponowałam, a on przytaknął po czym pożegnał się ze mną. Odłożyłam telefon i jęknęłam.
-Niestety jednak sobie nie pośpię..-powiedziałam do siebie po czym wstałam i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam krótkie poszarpane spodenki oraz śliwkową bluzkę wiązaną na szyi i poszłam do łazienki. Odświeżyłam się i przygotowałam po czym zeszłam na dół. Powinnam coś zjeść, ale mi sie cholernie nie chce, więc machnęłam ręką na najważniejszy posiłek dnia i spojrzałam na zegarek. Miałam jeszcze 10 minut, więc na spokojnie ubrałam trampki i ruszyłam w stronę umówionego miejsca. Spacerowałam powoli myśląc nad tym dlaczego tak naprawdę Jake chciał się spotkać. Nie odzywał się od czasu obozu i nagle sobie o mnie przypomniał co mnie zdziwiło..Westchnęłam, bo nawet nie zauważyłam jak szybko dotarłam na miejsce. On już tu był. Kiedy tylko mnie zobaczył uśmiechnął się i podszedł do mnie rozkładając szeroko ramiona. Przytuliłam go, a on objął mnie i wpił się w moje usta. Szybko od niego odskoczyłam po czym spojrzałam w jego oczy z ogromnym zdziwieniem.
-Co Ci odwaliło?-warknęłam zdezorientowana, a jemu uśmiech zszedł z twarzy.
-Sorry, myślałem..
-Co myślałeś?-przerwałam mu czując jak gniew ogrzewa mnie od środka.-Że padnę Ci w ramiona po tym jak mnie olałeś i traktowałeś jak zabawkę?-wyśmiałam go, a on zbladł lekko. Przewróciłam teatralnie oczami po czym zatrzymałam na nim swój wzrok.-Co? Nic nie powiesz?-zapytałam.
-A co mam powiedzieć? Że masz rację?-uniósł jedną z brwi ku górze, a ja kiwnęłam głową na znak, że właśnie to ma zrobić.-Masz racje.-powiedział obojętnie.
-I tyle?-zapytałam, a on zrobił minę jakby nie zrozumiał o co mi chodzi.-Wiesz co..? Szkoda mojego czasu..-prychnęłam i już chciałam odejść, ale on złapał mnie za nadgarstek.-Puść.-warknęłam.
-Nie.-oznajmił.-Masz tu zostać.-dodał niemiło.
-A co mam powiedzieć? Że masz rację?-uniósł jedną z brwi ku górze, a ja kiwnęłam głową na znak, że właśnie to ma zrobić.-Masz racje.-powiedział obojętnie.
-I tyle?-zapytałam, a on zrobił minę jakby nie zrozumiał o co mi chodzi.-Wiesz co..? Szkoda mojego czasu..-prychnęłam i już chciałam odejść, ale on złapał mnie za nadgarstek.-Puść.-warknęłam.
-Nie.-oznajmił.-Masz tu zostać.-dodał niemiło.
-To jest rozkaz?-miałam ochotę go wyśmiać lub dać mu w twarz, ale on.. on mnie wyprzedził. Spojrzałam na niego.. Co czułam.? Nie wiem. Wstręt? Zaskoczenie? Zawiedzenie? Ból? Smutek? Nie wiem, ale miałam ochotę jak najszybciej wrócić do domu.-Nienawidzę Cię..-powiedziałam cicho i wyrwałam się z jego uścisku po czym zaczęłam biec. Nie wiem gdzie i jak długo będę biegła, ale chciałam oddalić się od tego miejsca jak najszybciej.
* * *
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz