* * *
Kilka miesięcy później.
Spojrzałam na dłoń przyjaciółki, która była splątana razem z moją i uniosłam wzrok wyżej, aby spojrzeć na twarz szatynki. Uśmiechała się i również mi się przyglądała. Posłałam jej delikatny uśmiech i westchnęłam po czym z lekkim przerażeniem spojrzałam na budynek przed nami. Stałyśmy przed lotniskiem, a wszystko to dlatego, że Pamela leci na dwa tygodnie do rodziny, aby spędzić z nimi święta. Ciężko było nam się rozstać mimo, że dwa tygodnie tylko z pozoru wyglądają na długie. Tak naprawdę ten czas bardzo szybko minie, ale jednak coś nie pozwalało mi puścić jej dłoni ani na moment.
-Będę tęsknić..-wydobyło się z moich ust po raz kolejny tego dnia.
-Ja też..-usłyszałam w zamian głos przyjaciółki, który lekko drżał. Zbyt długo żyłyśmy w jednym otoczeniu co przyczyniło się teraz do trudnego pożegnania. Nic więcej nie mówiąc po prostu się przytuliłyśmy, a wyglądało to tak jakbyśmy miały się już nigdy więcej nie zobaczyć. Szybko wyrzuciłam tę myśl z głowy i mocniej wtuliłam się w Pam.
-Pamela, czas iść.-usłyszałam głos cioci. Poczułam jak moja warga delikatnie drga, więc szybko ją przygryzłam. Obiecałam sobie, że nie rozpłaczę się tutaj, bo tylko pogorszyłabym sytuację.
-No to..miłego lotu i .. baw się dobrze..-szeptałam odsuwając się z niechęcią od szatynki. Spojrzałam w jej oczy i uśmiechnęłam się najlepiej jak w tym momencie potrafiłam.
-Dzięki..Ale przecież wiesz, że bez Ciebie nie będę się dobrze bawić..-westchnęła smutno, a ja ostatni raz ją przytuliłam i cmoknęłam w policzek po czym pozwoliłam jej odejść. Patrzyłam jak oddala się i machałam w jej stronę nie mogąc ruszyć się z miejsca. Spuściłam głowę i ruszyłam w stronę samochodu, którym przyjechałam razem z Lucasem. Otwarłam drzwi i usiadłam z przodu na miejscu pasażera po czym zapięłam pas ciągnąc uprzednio za klamkę.
-Już myślałem, że Cię ktoś porwał..Chociaż kto by Cie tam chciał..-prychnął, a ja zignorowałam jego niemiły komentarz, który być może miał być zabawny.
Całą drogę do domu spędziliśmy w milczeniu. Lucas próbował jakoś do mnie dotrzeć, ale ja zbywałam go krótkimi odpowiedziami i nie ukrywaną niechęcią, W końcu zostawił mnie w spokoju. Kiedy zatrzymał się przed moim domem rzuciłam krótkie "dzięki" i wyszłam z jego samochodu zatrzaskując za sobą drzwi. Podeszłam do furtki i zaczęłam szukać pęku kluczy, który powinien być w mojej kurtce, ale.. nie było go.
-Fuck..-przeklęłam pod nosem zdając sobie sprawę z tego, że włożyłam klucz do innej kurtki. Wiedziałam, że nikogo nie było w domu, a jedyną osobą oprócz mnie i rodziców, która posiadała zapasowy klucz była.. Pamela. Westchnęłam smutno żałując, że jej tu nie ma i skierowałam się w stronę ogrodu. Spojrzałam na okno mojego pokoju, które było otwarte i do głowy przyszedł mi pewien pomysł. Wdrapałam się na parapet należący do okna w kuchni i ostrożnie wlazłam na ozdobną drabinę ogrodową, po której pięły się róże. Dlaczego nie mogły to być.. no nie wiem.. inne kwiatki, które nie mają kolców.?! Czując jak kolce przebijają moją skórę pięłam się coraz wyżej. Kiedy w końcu byłam w stanie dotknąć parapetu odetchnęłam z ulgą i wdrapałam się na niego po czym wskoczyłam do pokoju. Zaświeciłam światło, aby sprawdzić jak bardzo uszkodziłam swoje ciało. Zdjęłam spodnie i koszulkę, więc zostałam w samej bieliźnie. Podeszłam do lustra i przyglądnęłam się swojemu odbiciu. Miałam mocno podrapane nogi, a moje dłonie były wprost zalane krwią, co sprawiło, że niesamowicie zakręciło mi się w głowie. Złapałam się szybko czegoś, a kiedy już mi przeszło poszłam zdezynfekować swoje liczne rany. Po niecałych 10 minutach z powrotem byłam w swoim pokoju. Podeszłam do szafy i wyjęłam z niej czyste ciuchy po czym poszłam do łazienki, aby wziąć szybki prysznic.
Zdjęłam z siebie brudną bieliznę i wrzuciłam ją do kosza na pranie po czym weszłam pod prysznic i odkręciłam wodę, która po chwili zaczęła delikatnie muskać moją skórę zostawiając na niej mokre ślady.
*Pamela*
Kiedy tylko weszłam na pokład samolotu poczułam dziwne ukłucie w sercu, co znane jest również pod nazwą "tęsknota". Mimo, że minęły zaledwie dwie niecałe godziny ja już tęsknie i wiem, że to dopiero początek i będzie gorzej. Zajęłam swoje miejsce przy oknie i zaczęłam przyglądać się widokowi po drugiej stronie.
-No to zacznijmy sześcio godzinną podróż..-westchnęłam pod nosem czekając, aż samolot wzbije się w powietrze, a ja będę mogła zasnąć i obudzić się dopiero na lotnisku w Denver, czyli moim mieście rodzinnym.
*Savannah*
Usiadłam na swoim łóżku i rozczesałam mokre włosy, które wprost kleiły się do mojej skóry po czym wzięłam suszarkę i odrobinkę je podsuszyłam, kiedy skończyłam powróciłam na poprzednie miejsce z laptopem w rękach. Włączyłam swoją ulubioną piosenkę i zaczęłam śpiewać razem z Hayley, czyli wokalistką Pramore-mojego ulubionego zespołu. Wystukałam w internecie nazwę portalu społecznościowego i nacisnęłam enter. Zalogowałam się i czekałam, aż pokaże mi się strona główna. Kiedy już się załadowało, a moim oczom ukazały się świeże wpisy moich znajomych na facebooku doznałam szoku. Zobaczyłam zdjęcie, które przedstawiało mojego kuzyna całującego się z jakąś dziewczyną. Tę upokarzającą fotkę dodała niejaka Vanessa Clark, czyli przyjaciółka Lucasa. Przyłożyłam dłoń do ust nie mogąc powstrzymać swojego zdumienia i od razu przed oczami stanęła mi radosna twarz Pameli.
-No to klops.-wyrwało mi się wzdychając cicho.
* * *
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz